wywiady i prasa

11.11.2015, Dobry Czas

Panie Mietku, zanim się obejrzymy, będą święta. A przynajmniej już w marketach zaczęło się wielkie świąteczne odliczanie… W czasach, kiedy nic w sklepach nie było - co przypominało panu, że „idą święta”? :)

 

Dla dzieci - nawet wtedy o świętach decydowały w mieście sklepowe witryny… ubierano je zgrzebnie, ale czasem kubańskie pomarańcze i czekoladowe cukierki straszliwie wabiły, szczególnie, że były nie do kupienia… eksponatami były. Z rzadka pojawiały się ruchome Mikołaje i zwykle żywe choinki. Rósł apetyt na prezenty i pisało się listy pacierzowe do św. Mikołaja z prośbą o spełnienie choćby jednego marzenia. No i sprzątanie przedświąteczne było snadne…  

 

Jakie są pana najpiękniejsze wspomnienia związane z Bożym Narodzeniem? Najpiękniejszy prezent?

 

Pewne Święta spędziliśmy rodzinnie górach, z przyjaciółmi rodziców - bajecznie było w kopach śniegu, nocnej wyprawie na prześpiewaną po góralsku Pasterkę, sianko pachnące pod obrusem, kolędy wspólne, czas dla ciala i ducha, wzniośle i radośnie, i beztrosko, miło…a najlepszym prezentem były tysiącstronicowe " Baśnie Andersena" w drugiej klasie. Mam je do dziś.

 

I odwrotnie - pamięta pan swoje.. najsmutniejsze święta? Pytam nie tyle z ciekawości, ile z myślą o tych, przed którymi być może właśnie takie święta: smutne, zapłakane… Jeśli i pan miał takie - jak pan sobie z tym okresem, kiedy w każdym innym domu ludzie się cieszyli, poradził?

 

Przede wszystkim nie można wbić się w poczucie samotności, bo inni są razem. Od dwóch dni Świąt nie zależy samotność. Można być bardzo samotnym w rodzinie i wśród bliskich…

Miałem trzasę koncertową z zespołem New Life M. w grudniu, w zimnych zwykle kościołach. Dostałem w jej trakcie zapalenia oskrzeli, a poźniej - płuc. Trasę trza było dokończyć…więc przechorowałem samotnie te Święta w moim krakowskim mieszkaniu. Oj , do śmiechu mi nie było…Ale nauczyłem się przynajmniej, że niemądrze jest liczyć na ludzi…i nie mam już spodziewactwa - a to trudna sztuka w Polsce.

 

 

 

Śpiewa pan przy stole kolędy? Która z nich jest ulubioną i dlaczego?

 

Co roku spotykamy się u mnie z przyjaciółmi, żeby pośpiewać razem kolędy i pobyć razem. W domu śpiewamy zależnie od humorów i składu. Ja lubię wszystkie kolędy, najbardziej te polskie np. " Mizerna, cicha" , albo " Bóg się rodzi ", "Oj Maluśki"...

 

A jeśli chodzi o potrawy świąteczne - jest coś, co w pana wykonaniu to kulinarny majstersztyk?

 

Zwykle przyprawiam bigos i inne dania kapustne, które wielbię , jak wszelkie kluski !!

Kobiety w mojej Rodzinie gotują wyśmienicie, więc zwykle zlecają nam inne prace. Ale zdecydowania najbardziej lubię postną, tylko na maśle, intensywną zupę grzybową mojej siostry Sylwii. Lepszej jeszcze nie jadłem !

 

W jednym z wywiadów przyznał pan, że to dziadkowie uczyli pana pierwszych piosenek. Którą z nich do dziś potrafi pan zanucić? Może któraś jest szczególna, wyjątkowa?

 

…"…Jadą , jadą misie - trala la la la, śmieją im się pysie - chacha cha cha cha ! …"

I wiele piosenek , które królowały wtedy w radiu i TV. Babcia nauczyła mnie śpiewać na dwa głosy, a dziadek lubił się popłakać ze wzruszenia, i nie był to żaden wstyd. Dziadek Mieczysław nauczył mnie , że nie można się wstydzić szczerości i naturalności , nawet jeśli jest się przesadnym dla kogoś.

 

Podobno już jako czterolatek na biesiadach, które organizował pana dziadek myśliwy - wychodził pan z „mikrofonem” zrobionym z elektrycznego zapalacza do gazu i śpiewał… To prawda? Jednym słowem… śpiewał pan od zawsze?

 

Nauczyłem się, że naturalny język w mojej rodzinie. Wszyscy śpiewali, grali i robili to dla przyjemności.  Rodzina lubiła muzykę i muzykowanie, więc kiedy przybyłem jako nowy solista - przyjęto to z należną radością i dumą. I nauczyłem się wszystkich popisowych pieśni każdej osoby w Rodzinie. Więc śpiewałem z nimi i sam.

 

Myśląc „dom rodzinny” - jakie są pana pierwsze skojarzenia?

 

Kaliskie mieszkanie moich dziadków przy ulicy Nowy Świat w Kaliszu. Tam się urodziłem i tam wychowałem. To był dom rodziny i przyjaciół , sąsiadów i wielu potrzebujących.

 

„Od dziecka nie miałem żadnych problemów z Bogiem. Nie musiałem w niego wierzyć, wiedziałem, że jest. Powiedziała mi o nim babcia. To było naturalne, że zwierzałem się mu z dobrych i złych rzeczy” - to piękne, pana słowa… Panie Mietku, jak ważna jest w pana życiu wiara? Czy były sytuacje (wydarzenia), o których może pan publicznie powiedzieć, kiedy wiara bardzo panu pomogła?

 

Myślę o życiu jak o złożeniu dobrze wymyślonych i świetnie służących dwóch części : ciała i duszy. Obie mają swoje potrzeby i obie pięknie służą. To nie jest po prostu wiara - to odkrycie jaka jest rzeczywistość, jaka jest konstrukcja świata, w którym żyję. To, co przychodzi spoza nas jest większe i dobre, wydaje mi się że warto uczyć się od większych i lepszych.

Ale nigdy nie chciałem być śpiewakiem świeckim , bądź religijnym - zawsze chciałem śpiewać o całym człowieku, o potrzebach ciała i duszy.

 

Najważniejsza książka w pana życiu to Biblia. To kolejne pana słowa - czy naprawdę zawarte są w niej wszystkie mądrości? I cenna nauka, jak żyć? Każdy z nas szuka drogowskazów - pomagają znaleźć właściwą drogę w życiu. Czy takim drogowskazem może być Biblia? I dlaczego, jeśli tak?

 

Jasne, dla wielu ludzi od tysięcy lat jest taką księgą. Wystarczy, jak ze wszystkim, zapoznac się  z jej treścią, np. od Mądrości Salomona, czy Księgę Psalmów, żeby zachwycić się mądrościami i rezultatami fascynowania się nimi…Warto spróbować.

 

„Mietek ma ten dar od Pana Boga, że potrafi podkreślić śpiewem ważne treści - mówi Jacek Cygan. - Jest bardzo prawdziwy, autentyczny. Co rzadko spotykane w naszym zwariowanym świecie, to co śpiewa, realizuje w życiu prywatnym”  - no właśnie, panie Mietku, która z pana piosenek wyjątkowo dobrze… obrazuje pana życie?

 

Właściwie każda, nigdy żadnej nie śpiewałem przypadkowo. Moje piosenki opowiadają o moim życiu i  o czym się dowiedziałem, jak traktuję siebie i innych, co dla mnie ważne i godne uwagi np. "Naiwni" albo " Miłość nie ustaje".

Jackowi Cyganowi natomiast - bardzo dziękuję, to zaszczyt coś takiego usłyszeć.

 

 

 

Pięknie dziękuję za odpowiedzi,

pozdrawiam gorąco, Beata Rayzacher

powrót