wywiady i prasa

09.11.2015, Dziennik Wschodni

Mieczysław Szcześniak i Krzysztof Herdzin wydali właśnie nową płytę "Songs From Yesterday". To wyjątkowy album z kategorii "Great American Songbook", na którym  znalazły się przeboje-sztandary, takie jak "Satisfaction", "Yesterday" i "Tears In
Heaven". "Songs From Yesterday" to z jednej strony hołd złożony wykonawcom
światowego formatu, z drugiej spotkanie dwóch znakomitych artystów,
którym muzyka daje ogromną radość.

W jaki sposób zachęciłby Pan do sięgnięcia po najnowszą płytę?

Mieczysław Szcześniak: Zachęciłbym? (śmiech) Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, byłoby to nieskromne. Nie jestem marketingowcem, muzykuję najlepiej , jak potrafię.

 

Zacznijmy zatem inaczej: dlaczego sięgnął Pan po utwory, które wszyscy znamy i w większości cenimy?

Radiowa Trójka wymyśliła koncert dedykowany legendarnemu Radiu Luxemburg, które wpuściło w eter wiele przebojów . Zaprosiłem Krzysztofa Herdzina z jego triem żeby zagrać nasze aranżacje przebojów Beatlesów "Can't Buy Me Love” i „Yesterday” oraz „This Is Not America” Dawid Bowie  i Pata Metheny. Spodobała się nam ta praca,  spodobało się nasze wykonanie. Nabraliśmy ochoty , żeby zrobić więcej na ten temat.

 

Jak wyglądała praca nad płytą?

Weszliśmy do studia wybrawszy wcześniej  piosenki, ustaliwszy charakter aranżacji, które wykonał Herdzin. Przegrywaliśmy w studio form , harmonie, ustalaliśmy  rzeczy rytmiczne, czasem zmienialiśmy metrum. a potem nagrywaliśmy ze dwie wersje i wybieraliśmy najlepszą. Cały materiał zapisywaliśmy, tak jak nasze pierwowzory - na żywo. Dzięki świetnym  instrumentalistom , tzn: Herdzinowi na fortepianie, Robertowi Kubiszynowi na basie i Cezaremu Konradowi na perkusji , stało się to przyjemnie możliwe.

 

Nie bał się pan porównań do wielkich oryginałów?

To są evergreeny, standardy, które w operze , jazzie interpretuje  wielu artystów . Tak je traktujemy. Każdy robi to na swój sposób przez szereg długich lat..

 

(może : Jak płyta jest odbierana?)

Od osób, które słuchały   płyty mamy znaki, że się podoba. Graliśmy  już dwa koncerty i publiczność też była zadowolona,  negatywnych komentarzy jeszcze brak. Każdy kto prezentuje się publicznie może być wychwalany i krytykowany. To normalne. Trzeba to oswoić.

 

Otwiera się Pan na scenie. Jest w artyście lęk przed spotkaniem się krytyką?

Każdy obawia się krytyki. Ale koncerty to rodzaj rozmowy z publicznością. Ci którzy kupują bilety i na nie przychodzą, wiedzą co ich czeka , więc  obawa ograniczona jest. Zresztą nie jestem supertopowym i komercyjnym muzykiem,  dlatego nie mam  problemu z internetowym heitem.

 

Będzie trasa koncertowa "Songs From Yesterday"?

Oczywiście. Do lutego mamy już zabukowane terminy. Do Lublina przyjadę 15 listopada jako gość Edyty Górniak na jej koncercie "Love2Love". 9 grudnia w Teatrze Starym zaprezentujemy "Songs From Yesterday". Po szczegóły odsyłam na swoją stronę internetową.

 

Oprócz trasy są już inne plany na artystyczną przyszłość?

Pracuje jednocześnie nad trzema projektami. Pierwsza płyta, "Songs From Yesterday" właśnie została wydana. Drugi właśnie kończę. Napisałem muzykę do wierszy księdza Jana Twardowskiego. Wybrałem te bardziej życiowe, niż religijne. Chciałem żeby ich lekka pozornie forma dostała nieobciązającą muzykę dlatego nadałem założyłem formę samb i bossanów. Nagrałem z brazylijskimi muzykami w Stanach i teraz  aranżują smyki Krzysztof Herdzin i Marcin Pospieszalski . Chciałbym się podzielić tymi pieśniami z moimi słuchaczami.

Nagrywam  też kolejną płytę. Myślę, że za półtora roku będziemy ją kończyć. To projekt amerykański z czarnym chórem " Life Choir " z Los Angeles. Nagraliśmy już kilka piosenek. Piszemy następne.

 

Wie pan co to znaczy być artystą spełnionym?

Nie wiem. Pracuje z entuzjazmem i mam pasję. Kolekcjonuję szczęśliwe chwilki. Robię to z wdzięcznością.

 

Co było Pana najważniejszym momentem na drodze artystycznej?

Najważniejsze jest zawsze to nad czym aktualnie pracuję. To nie jest czas na podsumowania. Może gdybym miał wskazać taką ważniejszą dla mnie chwilę , to byłby to mój debiut w Opolu. Wykonałem tam "Przyszli o zmroku", piosenkę autorstwa  Krzesimira Dębskiego i Jacka Cygana - spółki autorskiej znanej z „Dumki na dwa serca”. Zostałem nagrodzony przez jury i dostałem lekcje od publiczności, że nie trzeba podlizywać się  i iść na różne komercyjne boki, układy. Publiczność  może to docenić.

 

Wspomniał Pan o „Dumce na dwa serca”, chyba najbardziej znanym Pana Przeboju. To dla Pana dobry utwór, czy łatka, która przykleiła się na lata?

. To piosenka, która utorowała mi drogę do szerokiej publiczności. Bardzo piękna pieśń ,zgodna z naszą tradycją i mentalnością, długością i szerokością geograficzną. Szkoda, że nie powstaje więcej takich pieśni.

 

Nagrał Pan wiele deutów. Z jakim Artystą chciałby się Pan jeszcze spotkać?

Duety to dla mnie zawsze spotkanie z osobnym wszechświatem. Zwłaszcza, gdy inny Artysta  interpretuje  moją muzykę czy  teksty po swojemu. Nagrywałem już z Grażyną Łobaszewską, ale chciałbym z nią nagrać jeszcze coś, bo uważam, ze jest niezwykła.

Chciałbym nagrać też coś z drugą Grażyną - Auguścik.

powrót