wywiady i prasa

16.11.2015, Głos Wielkopolski

Dziś muzyka jest tylko przerywnikiem pomiędzy reklamami - z  Mieczysławem Szcześniakiem rozmwawia Marek Zaradniak

Płyta, którą zrobiliście z Krzysztofem Herdzinem nosi tytuł "Songs from Yesterday". Dlaczego się robi takie płyty? Czy w pewnym wieku artysta taki jak Ty chce się po prostu sprawdzić. Nagrać to co nagrywają wszyscy, bo taką płytę wypada mieć w swojej dyskografii? Czy może były jakieś inne decyzje?

 

Myśmy zrobili to z bardzo prostego powodu - obaj mamy radość muzykowania i chcieliśmy coś razem zrobić . Do tego projektu poduszczyła nas radiowa Trójka, która zorganizowała koncert na cześć Radia Luksemburg. Zaprosiłem Krzysia z jego triem,  żeby w naszych aranżacjach zrobić Beatlesów , Davida Bowie.  Spotkaliśmy się z bardzo dobrym przyjęciem  i nabraliśmy ochoty by rzecz kontynuować,   złożyć hołd naszym idolom i ich dziełkom i mieć radochę pomuzykowania. Tak robią muzycy operowi i jazzmani ze znacznie masywniejszym muzycznie materiałem, od wieków. Mieliśmy na nasze evergreeny fajne pomysły, Herdzin zrobił piękne aranżacje,  harmonie. Czasem destruktura poszła także w metrum, charakter. Ale najważniejsze była opowieść...

 

Co decydowało o doborze wykonawców. Czy fakt, że wywarli oni na was największy wpływ?

Tak, piosenki  Marvina Gaya, mojego mistrza Billa Whithera, Steviego Wondera, Davida Bowie'go czy Burta Bacharacha są inspirujące, na nich uczyliśmy się muzykowania, sposobu traktowania materii muzycznej. Chcieliśmy, żeby nagranie bylo  świeże i lekkie.  Nie robiliśmy miliona prób. Omówiliśmy struktury, szkielety harmoniczno-rytmiczne, w studiu przegraliśmy to parę razy i postanowiliśmy nagrać  na żywo , na tak zwaną "setkę". I  tak zrobiliśmy. Pozostawiliśmy też element niespodzianki - były  improwizacje,  ale przede wszyskim - współsłuchanie i przyjemność grania, interpretacja tekstów, dźwięków, haromonii i rytmu.

 

Jaki wplyw wywarli na Panu wykonawcy tacy jak The Beatles, Eric Clapton czy Rolling Stones?

Dla mnie i dla Krzyśka,  jesteśmy z tego samego pokolenia, są to wielke postacie. I nie dlatego, że zostały po prostu wylansowane, ale dlatego, że myśleli i muzyką i sercem , że o parę dobrych rzeczy  im chodziło w muzyce i w przekazie,  że tworzyli piękne całości, które pozostały w głowach , w wyobraźni i w sercach słuchaczy.

 

To są albo były wielkie postaci. Ludzie z najwyższej półki. Wtedy być może łatwiej było lansować takie gwiazdy. Czy dzisiaj łatwiej czy trudniej  promuje się takie gwiazdy?

 

Myślę, że trzeba odpowiedzieć na pytanie  co by to było  gdyby  dziś zadebiutowały takie postaci polskiej muzyki jak Ewa Demarczyk, Marek Grechuta, Stanisław Soyka,  Grażyna Łobaszewska, Krystyna Prońko czy  Ewa Bem. No kto by to puścił ?

Czyżby aż tak się świat zmienił?

Zmieniły się media.

W świecie też?

W świecie też. Szczególnie komercyjność spowodowała, że muzyka przestała się liczyć i jest ona dziś tylko przerywnikiem między reklamami, które dają pieniądze. Mamona.

 

Czy to oznacza, że standard jazzowy, piosenka tradycyjna nie mają  dziś szans?

 

Nie mają szans zaistnienia w komercyjnych mediach. A inne media ścigają się z komercyjnymi.

Każda twórczość ma swoich zwolenników, ludzi, którzy podążają za wyobraźnią artystów. Zmieniło się to, że media nie wszystkich udostępniają , zamykając tym drogę do odbiorców. Mało jest autorskich audycji, które nie tylko promowały, ale i pozwalały pokazać osobowość artysty.  Bo istota idola polega na tym, że ten tak zwany tłum idzie za idolem, za jego przesłaniem, nie odwrotnie.

Ale od  Twojego debiutu w Opolu,  od Twojego pierwszego sukcesu mija w tym roku 30 lat.  Które z momentów w Twojej karierze były dla Ciebie przełomowe? Najważniejsze?

 

Oczywiście najbardziej przełomowy był debiut ponieważ otworzył mi drogę do masowej wyobraźni. Wszystko co robiłem później wynikało z doświadczeń i  etapów , z fascynacji i możliwości. Ale nie o kamienie milowe mi chodzi, działam intensywnie i ulegam fascynacji.

A jakie znaczenie mialy dla Ciebie studia w Akademii Muzycznej w Katowicach?

Kluczowe

Czy bez nich nie był byś tym kim jesteś  dziś?

Studia byly kluczowe z paru względów. Przede wszystkim  moja edukacja muzyczna, chodzi o opanowanie literatury muzycznej,  bardzo się rozszerzyła  . Znalazłem ludzi, którzy  jak ja mieli pasję i rozwijali się dzięki swoim umiejętnościom , dzięki otwarciu na świat, dźwięki, słowa i interpretacje. Były to też specyficzne czasy. Nie bylo internetu. Nie było płyt, które można było kupić w sklepie. Ale tam kipiało życie, w każdym pokoju grała muzyka, którą przywozili nasi koledzy, byli studenci,  grający na statkach. Z całego świata przywozili najlepszą muzykę jaka się pojawiała. Każdego dnia, jeśli się chciało , moglismy grać, jamowac, tworzyć projekty. Wiele fajnych kapel z tego powstało.

 

Dziś sam jesteś wykładowcą na Wydziale Artystyczno-Edukacyjnym Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Kaliszu. Co jest dla Ciebie najważniejsze w przekazywaniu studentom?

Wychowanie muzyczne  ma swoją specyfikę. Dla mnie najważniejsze jest otwieranie głowy  .  Myślę, że nauczyciel muzyki czy instruktor w domu kultury powinien być obeznany z różnymi gatunkami muzycznymi i mieć wrażliwą łatwość kierowania młodego człowieka w dobrym dla niego kierunku. Powinien mieć też umiejętność rozwijania warsztatu śpiewaczego.

 

Kiedy można się spodziewać koncertów związanych z płytą jaką nagraliście z Krzysztofem Herdzinem?

Będzie ich  dużo. Na razie mamy  zabookowane  terminy do  końca lutego, a ciągle ich przybywa.

Natomiast na pewno zobaczymy Cię w Poznaniu w styczniu podczas koncertu noworocznego gdy wystąpisz razem z Edytą Górniak.

Rozmawiał: Marek Zaradniak  

powrót