wywiady i prasa

12.06.2009, KAŻDY DZIEŃ TO ŚWIĘTO

"...łączenie smaków to dla mnie zawsze komponowanie.Ludzie mówią,że kiedy przygotowuję jakąś potrawę, to nigdy nie jest taka sama. Ja robie kompozycje..."



SUPERLINIA

Rozmawiała: BARBARA STAŚKO

2009


Spotykamy się w miłej warszawskiej knajpce „Esencja smaku". Czy dla Pana smaki są ważne?


Bardzo! Myślę, że zmysły zostały nam dane nie tylko po to, żeby poznawać świat i - będąc częścią przyrody - wiedzieć, jak się utrzymać przy życiu. Zmysły to także wielki prezent, dany nam po to, byśmy się rozkoszowali życiem i światem.
Pamięta Pan jakieś smaki z dzieciństwa, z rodzinnego domu w Kaliszu?
Podstawowym smakiem mojego dzieciństwa - jest smak dziczyzny. Mężczyźni w mojej rodzinie byli myśliwymi. Mój dziadek Mieczysław był przez wiele lat królem polowań, łowczym w lasach wokół Kalisza. Rodzina - trzy pokolenia, które znam - były wychowane na dziczyźnie. Pamiętam liczne biesiady, w których brałem udział i zapamiętale próbowałem smaki dzikich zwierząt.


Z tego wynika, że już od małego lubił Pan jeść...


Tak jak cała moja rodzina.

 

A teraz jaką Pan prowadzi kuchnię? Sam pan gotuje?


Mam taki zawód, że korzystanie z tak zwanych domowych pieleszy jedzeniowych byłoby trudne. Stołuję się głównie poza domem. Niektórzy dojeżdżają do pracy 30, a nawet 50 kilometrów i narzekają. Ja nieraz dojeżdżam 300, 500 kilometrów. Zdarza mi się nawet pokonywać Wielką Wodę, czyli dojeżdżać do pracy w Stanach Zjednoczonych. A tam mogę delektować się każdą z kuchni świata. W USA można łatwo dostać wszystkie owoce, warzywa, przyprawy i mięsa, jakie tylko są na świecie, niesamowite, że można aż tak powybierać. W Polsce trudno jest być np. wegetarianinem , a w Stanach dostępność wszystkich jedzeń, smaków jest nieobliczalna. W sklepach ,na targach oczy wyskakują z orbit na widok tego bogactwa. Nie mówiąc już o tym, co wyprawiają powonienie, dotyk i wyobraźnia...


A co Pan najbardziej lubi jeść?


Mam tę przypadłość, że lubię jeść wiele i prawie wszystko. W równym stopniu dogadzam sobie niezwykłą, intensywną w smakach kuchnią indyjską, jak kuchnią japońską, bogatą w delikatne i subtelne smaki. Jestem wszystkożerny i potrafię docenić wszystkie smaki, chętnie nowe. Jestem też wielbicielem odpowiednio przyrządzonych podrobów. Ale jest jedna rzecz, której nie jadam: to móżdżek.


A jak się Pan żywi w Warszawie? Czy żyje Pan zdrowo?


Nie powiem, żebym żył zdrowo tak do końca... Chociaż w moim rozumieniu „żyć zdrowo" to przede wszystkim być zadowolonym z życia. Wtedy wybiera się to, co dla organizmu najlepsze. Bo kiedy zaczyna to być mus, następuje spięcie organizmu i to jest, myślę, równie szkodliwie, co niedbanie o siebie. Mimo że człowiek chudnie i wygląda, staje się-mówiąc konsumpcyjnie- zgryźliwy. I wtedy cały wysiłek po co.


A zatem Pana filozofia polega na tym, żeby być zadowolonym z siebie, a więc pewno głównie z pracy.


Nie, w ogóle z życia! Bo poczucie szczęścia dają człowiekowi wszystkie zmysły i wszystkie nasze części, czyli ciało, dusza i duch. Tego szczęścia chwilowego, oczywiście, bo nie ma szczęścia stałego, prawda? Bywa czas i miejsce, że szczęście gości w naszym życiu . Jedzenie jest jednym z przykładów : kiedy jesteśmy głodni i nasze kubki smakowe dotykają nagle czegoś smakowitego - dopada nas poczucie szczęścia. Podobnie, kiedy cieszy biesiadowanie przy suto i pięknie zastawionym stole...
Są dwie szkoły. Jedni „zajadają" kłopoty i stresy. Drudzy odwrotnie: gdy mają kłopoty - nie jedzą i mocno chudną.

 

Do której grupy Pan należy?


Nie widać?! (śmiech), to bardzo szybka i dostępna metoda pocieszenia się. No i naprawdę bardzo, bardzo przyjemna! Ostatnimi czasy chudłem głównie przy okazji promocji płyt - to się wiązało z intensywną pracą, brakiem czasu na jedzenie i małą ilością snu. Posuwamy się w latach i podlegamy naturalnym ugryzieniom zębami czasu - więc, teraz bardziej dbam o nieprzejadanie się z powodów zdrowotnych. Nie mam kłopotu z potrawami, których nie lubię, więc łatwo mi przychodzi przygotowywanie na przykład dużej ilości sałaty, do której dodaję ulubione sery pleśniowe.


A stosował Pan jakieś diety?


Stosowałem, i to bardzo różne. Ale diety, moim zdaniem, są po to, żeby wystąpił efekt jo-jo. Tak to jest. Praktycznie można schudnąć tylko wtedy, kiedy dietę stosuje się razem z ćwiczeniami fizycznymi, w dodatku regularnymi i intensywnymi. Bo tylko wtedy następuje skuteczne spalanie , a tkankę tłuszczową zastępuje tkanka mięśniowa. Same diety to przysłowiowy „pic- na- wodę -fotomontaż".


A jakich próbował Pan diet?


Wszystkich po kolei. Włącznie z głodówkami oczyszczającymi organizm. Bardzo dobrze się zresztą po tym czułem. . .


Jako dziecko był pan pulpecikiem?


Nigdy nie zaliczałem się do „szczupaków" . Bywałem już w życiu szczuplejszy niż dzisiaj. Było to... hm... jakieś dwadzieścia kilogramów temu. Nie ma zmiłuj! Jeśli człowiek ma upodobanie do jedzenia, to albo podejdzie kompleksowo do sprawy, będzie jadł mniej i to odpowiednie potrawy, albo też będzie popuszczał sobie cugli, tak jak wodze wyobraźni, i tym okrętem będzie dalej pływał po wodach pyszności wszelakich. Ja mam zamiłowanie do smaków. Niepowtarzalny smak maja np. ziemniaki ugotowane w mundurkach. A łączenie smaków to dla mnie zawsze komponowanie. Ludzie mówią, . że kiedy przygotowuję jakąś potrawę, to nigdy nie jest taka sama. Ja robie kompozycje. Tak samo patrzę na świat. Tak samo urządzam mieszkanie ,ogród. Tak samo organizuję przestrzeń wokół siebie. To są moje kompozycje i aranżacje.


Czyli nie jest to takie w sumie bardzo ważne, ze jesteśmy trochę puszyści, że mamy nadwagę?


Jeśli nie mówimy w tej chwili o zdrowiu, to nadwaga jest kwestią estetyki. A estetyka to rzecz umowna, zmienia się na przestrzeni wieków i wieku. To, co jest ładne dzisiaj, kiedyś nie było ładne i odwrotnie.. Nie ma się czym za bardzo przejmować. Należy się natomiast bardzo przejmować stanem swojego zdrowia. I stale kontrolować. Nadwozie i podwozie samochodu bada się co rok, my też musimy się przeglądać, badać. Jeśli nie, to wszystko nam się wymyka spod kontroli i następuje choroba.


Stosuje pan jakieś ćwiczenia, chodzi na zabiegi Spa?


Byłem ze dwa razy na tak zwanych wczasach odchudzających. To jest fajne pod warunkiem, że jest doborowa ekipa, wtedy- począwszy od porannej gimnastyki, a skończywszy na obowiązkowej każdego dnia saunie i dyskotece można się spocić z prawdziwą przyjemnością! Je się mniejsze porcje. I chodzi się na basen. Trochę się tam chudnie. I nabywa się kondycji. Naprawdę polecam! Ja jeździłem raz w roku... Ale były na przykład kobiety, które schudły 30 kilo jeżdżąc dwa razy w roku na takie wczasy. A potem, gdy już wyszczuplały, wracały tam regularnie i nie grubły. Trzeba mieć tylko kasę i czas.


A na co dzień jakieś rowery i biegi czy nic?


Rowery, kiedy lato. Na co dzień poruszam się głównie pociągiem, samolotem i samochodem. To ciągłe przemieszczanie się powoduje, ze nie zażywam zbyt dużo fizycznego ruchu. I wtedy mi tu i ówdzie rośnie małe co nieco.
Najważniejsze jest chyba to, żeby dobrze się czuć samemu ze sobą.
Jeśli naprawdę coś człowiekowi przeszkadza, jeżeli czuje się źle ze sobą - i to nie dlatego, że inni tak mówią- trzeba natychmiast ruszyć do dzieła . Jeśli natomiast czujemy się dobrze i akceptujemy siebie -to nie ma co wariować. W innych krajach łatwo dostępne są duże rozmiary ubrań. U nas niestety, więksi są dyskryminowani. Dziwne, bo przecież nasze społeczeństwo jest dość... obszerne. Wychowywane głównie na węglowodanach.


Zbliża się karnawał. Jakieś specjalne jedzenie?


Specjalne? nie. Jest specjalne, kiedy postanowię, że będzie. Cieszy mnie każde jedzenie. I każda chwila życia. Każdy dzień to dla mnie święto. Staram się, żeby tak było - dla siebie i dla innych.

 

A jakieś chandry nie dopadają Pana?


A jakże, dopadają, jak każdego. Ale problemy są po to, żeby sobie z nimi radzić. To jest rodzaj wyzwania.. Ja zawsze próbuję przede wszystkim rozwiązać problem. Jeżeli nawet mi się to nie uda, to jestem zadowolony, że przynajmniej zrobiłem, co mogłem. I to już powoduje, że chandra jest o połowę mniejsza. ... A jak coś mi się udało - daję sobie nagrodę. Może to być jakieś pyszne jedzonko. Ale też koncert czy dobry film. Powinno się siebie nagradzać. Jesteśmy godni sowitych nagród.


To fantastyczne, co Pan mówi: żeby dla higieny psychicznej nagradzać siebie.


Często karzemy siebie za różne rzeczy, choćby tylko w myślach. Bo tak jesteśmy nauczeni, taka jest nasza mentalność, takie jest nasze podejście do samych siebie. Nikt nas nie uczy nagradzać siebie. To zawsze inni nas nagradzają. I często zdarza się tak, ze grubaski rekompensują sobie ten deficyt nagród zajadając się. A jeżeli dajesz sobie sam jakąś nagrodę, to nie będziesz już musiał nadjadać.


Trzy życzenia dla złotej rybki na rok 2009?


Jeżdżę teraz do Ameryki, bo współpracuję z amerykańskimi muzykami z kręgu muzyki folk. To jest jak podróż po smakach. Skosztowanie innego smaku muzyki. Mam nadzieję, że w 2009 roku ukaże się w za granicą nasza anglojęzyczna płyta, której jestem współproducentem, współkompozytorem . Drugie życzenie, żeby płyta trafiła do Polski i żeby się Polakom spodobała. Wielu moich fanów lubi mnie za moje teksty, a teksty będą po angielsku. Więc moja trema jest usprawiedliwiona. A trzecie, największe moje życzenie, żebym był zdrowy i żebym nie zgłupiał.

 

PRZEPIS:


Sałatka fasolowa a' la Mieczyk.


Gotujemy różne rodzaje fasoli - np. czerwoną, czarną, szparagową, perłową, Jasia, groszek. Przygotowujemy sos: do oliwy zmieszanej z majonezem wciskamy parę ząbków czosnku i dodajemy przyprawy: curry, kumin, trochę dobrze startego majeranku. Gdy ktoś lubi, może dodać kminku. Wszystko to dobrze wymieszać. Na końcu dodać pokrojone kawałki brzoskwini z puszki. Ja lubię mieszać różne smaki.

 

powrót