wywiady i prasa

04.11.2015, Metro

Cofnijmy się do maja 2014 roku, do koncertu w Trójce. Pan wtedy uchylił rąbka tajemnicy, co znajdzie się na płycie „Songs From Yesterday”?

- Tak, zaprosiłem do współpracy Krzysztofa Herdzina i jego trio, żeby zagrać kilka piosenek, które przygotowaliśmy specjalnie z okazji koncertu „Przeboje Radia Luksemburg”. To były „Yesterday”, „Can’t Buy Me Love” i „This Is Not America”. Nabraliśmy szczerej ochoty, aby ten projekt kontynuować, tym bardziej, że dostaliśmy pozytywny wiatr w plecy. I któregoś dnia Krzysiek zadzwonił do mnie z pytaniem: „Słuchaj, jest wolne studio. To co, wchodzimy, nagrywamy?”. Spotkaliśmy się najpierw u niego w domu przy fortepianie i zaczęliśmy wybierać utwory, ustalać tonację i charakter piosenek. Zostaliśmy przy tych pomysłach, które były pierwsze. To miało być naturalne, świeże i prawdziwe. i nagrywane na żywo.

Jakie było pana pierwsze muzyczne skojarzenie, kiedy przystępowaliście do pracy nad tą płytą?

- Beatlesi. Od nich zaczęło się wiele w muzyce popularnej . A piosenka „Yesterday” obchodzi w tym roku pięćdziesięciolecie. !. Płytę zaczyna „Imagine” Johna Lennona, bo chcieliśmy zafundować odbiorcom dużo luksusu : czasu, przestrzeni , myślenia, pauzy. Żeby każde zdanie tej piosenki zostało potraktowane jak traktat i dało czas na uzmysłowienie, rozmowę.

Atrakcją piosenek są dalekie od oryginalnych wersji aranżacje. W „(I Can’t Get No) Satisfaction” poszliście nawet w jazz.

- To właściwie blues. Cały rock and roll opiera się na bluesie, to podstawa współczesnej muzyki rozrywkowej , jazzowej. Podstawą mojej interpretacji są teksty – wydobyć z nich to, co ważne dla mnie . Fajnie, że amerykańscy koledzy odkryli w moich interpretacjach znaczenia, na które dotąd nie zwracali uwagi. Bo np.„Satisfaction” zawiera nie tylko podtekst seksualny, ale jest przeciwko wbijanej nam do głowy papce medialnej i ogłupiającej konsumpcji.

Na płycie wyraźnie faworyzuje pan nie tylko Beatlesów, ale też Steviego Wondera, śpiewając jego „Ribbon In The Sky” i „My Cherie Amour”. To pański idol?

- Zdecydowanie. Przy okazji „Ribbon In The Sky” zrobiliśmy eksperyment, nagrywając tę piosenkę na preparowanym fortepianie. Krzysztof zagrał szarpiąc struny fortepianu, co było nie lada wyczynem - zrobić to w rytmie i z zachowaniem właściwego brzmienia. A ja tę miłosną historię spokojnie opowiedziałem. „My Cherie Amour” to moja i Krzyśka ulubiona piosenka, jedna z tych , które zatrzymują czas. Ciągle zwalniałem tempo, prosiłem : „Zagrajmy to jeszcze wolniej, zróbmy z tego takie leniwe niedzielne popołudnie z zachodzącym słońcem”. Móc odetchnąć , to dziś naprawdę wielki luksus . Chcieliśmy , z przyjemnością, podarować go słuchaczom. I sobie.

Komu jeszcze, z grona wykonawców cytowanych na płycie „Songs From Yesterday”, muzycznie zawdzięcza pan najwięcej?

- Duży wpływ miał na mnie Bill Withers. Uczyłem się od niego frazowania i czasu w muzyce. " Lovely Day" to jedna z tych optymistycznych piosenek, przy której trzeba się uśmiechnąć; nawet jeśli została zaśpiewana od niechcenia, jak zrobił to Withers w oryginale. Inaczej jest w przypadku „Tears In Heaven” , utworze naznaczonym osobistym dramatem artysty. Eric Clapton stworzył skończoną całość, ikonę. Ja też kogoś straciłem i chciałem opowiedzieć po swojemu tę historię. Musiałem dostosować formę do mojej ekspresji, więc zmieniliśmy metrum i poszliśmy w stronę gospel. Jestem bardziej ekstrawertyczny, muszę czasem podnieść głos, kiedy się nie zgadzam….

Songs From Yesterday” nie wyczerpuje pana aktywności zawodowych. Podobno przygotowuje pan płytę poświęconą twórczości ks. Jana Twardowskiego?

- Wybrałem klika nie religijnych, ale życiowych wierszy Twardowskiego. To świetny poeta, z dużym dystansem i wielką umiejętnością w obłaskawianiu naszych bied. Nie chcąc obciążać jego poezji, dodałem do nich muzykę w formie bossa novy i samby. A żeby uszlachetnić brzmienie, odwiedziłem w Chicago brazylijskiego wokalistę i gitarzystę Paulinho Garcię, który skrzyknął swoich kolegów i tak powstała płyta nagrana w Stanach, przez Brazylijczyków, ale śpiewana po polsku. Płyta jest nadal dopieszczana, teraz Herdzin i Marcin Pospieszalski aranżują smyki. Mam nadzieję, że ukaże się w przyszłym roku. Na razie na 100 urodziny ks. Twardowskiego sprezentowałem słuchaczom piosenkę „Nierówni”, której można posłuchać w radiowej Trójce i internecie.

 

powrót