wywiady i prasa

12.06.2009, MIECZA ZWYKŁY CUD

"...każda chwila w życiu jest cudem, tylko trzeba to zobaczyć..."

Rozmawiała : Katarzyna Migdoł-Rogóż

 

A jeśli chodzi o śpiewanie do Boga czy o Bogu - to dla mnie tak naturalne, jak śpiewanie o miłości. Nie mogę tego zmieniać tylko dlatego, że dla kogoś to tabu, coś super-intymnego i wstydliwego, albo głupiego. Dla mnie-to super-cenne i naturalne jak oddychanie - opowiada Mieczysław Szcześniak w wywiadzie z Katarzyną Migdoł-Rogóż.

Rozpocząłeś dzisiejszy koncert podczas „Festiwalu życia" piosenką „Twoja miłość", a po jej wykonaniu życzyłeś wszystkim, aby doświadczyli dotknięcia w swoim życiu. Co miałeś na myśli?

 

Myślę, że to jedna z najlepszych chwil w życiu, kiedy człowiek najpierw zrozumie, a później doświadczy jak Bóg kocha- po prostu za to, że się jest, bez przyczyn. To doświadczenie, które przerasta wiele innych, pięknych. Ja to przeżyłem , a ci, którzy nie przeżyli - tęsknią, często nawet nie wiedząc za czym.... Dlatego o tym mówię.

 

Śpiewasz o Bogu i dla Niego, kim On jest dla Ciebie?

 

Jest najbliższy i najdalszy, jest tajemnicą i intymnym spotkaniem z Osobą. Jest też kochającym Ojcem i kwintesencją miłości. Wierzę Mu, ufam, polegam na nim, chcę go poznawać i być blisko. Wygląda na to, że go kocham, choć brzmi to jakoś krępująco.... Zdarza się, jak każdemu, że nie chcę, przynajmniej przez chwilę Go słuchać i wychodzę na tym jak „Zabłocki na mydle" (śmiech), ale taka jest natura ludzka. Człowiek ma wolną wolę , czasem wątpi, bywa mu ciężko, czasem się odwraca. Śpiewanie do Boga czy o Bogu - to dla mnie tak naturalne, jak śpiewanie o miłości, wyrażanie części swoich prawdziwych przeżyć, doświadczeń, opowiadanie o człowieku, mistyce. Nie mogę tego zmieniać tylko dlatego, że dla kogoś to tabu, coś super-intymnego i wstydliwego, albo głupiego. Dla mnie-to super-cenne i naturalne jak oddychanie.


Jesteś Mu za to wdzięczny?

 

Bogu... Wiesz, jestem wdzięczny za wszystko. Wiem, że to, co mam, jest dane z łaski. Jeśli coś dostaje, to wdzięczność jest naturalna . Dziękuję Mu za świadomość, że muzyka jest czymś dodanym do niezwykłości stworzeń, wszechświata. Takim bonusem. Później za to, że dostałem zdolności, żeby ją przyswajać i przetwarzać po swojemu. A później, że dostałem trochę oleju w głowie, przynajmniej tyle, żeby po prostu podziękować, nie zadzierać nosa z powodu, że jakiś talent się dostało. Jestem wdzięczny, że to mój zawód, że normalnie mogę pracować, mogę z tego żyć. To wielkie szczęście, nie każdemu się udaje.

 

A ludziom?

 

Nauczyłem się jednej rzeczy - jestem wdzięczny za każde dobro w spotkanym człowieku. Czasem jest głęboko przysypane, ale jest! Mam świadomość, że każdy z nas potyka się o samego siebie, a co dopiero o drugiego... Pan Bóg występuje incognito, kiedy zdarza się tak zwany przypadek. I zrozumiałem, że to nie ludzie zmieniają nasze życie: to zaufanie Bogu kieruje nasze stopy tak, żeby z tymi ludźmi pójść dalej. Ja nie mówię o braku wdzięczności... Mówię o odkryciu - to nie ludzie zmieniają nasze życie. To Bóg przez nich. No, jestem szczery - tak myślę.

 

Czy był w twoim życiu czas, kiedy muzyka była najważniejsza?

 

Nie, muzyka nigdy nie była dla mnie najważniejsza. Ja, wiesz, od dziecka miałem jakby przeczucie, a teraz mam pewność, że nie ma nikogo i niczego ważniejszego od Niego. Czasem było mi to niewygodne, ale pewność zostawała.

Czujesz się obdarowany?

Każdy z nas jest obdarowany. Myślę, że spokojna akceptacja tych obdarowań może przynieść dobre i dojrzałe owoce.

Twoje muzykowanie rozpoczęło się w kościele.

Śpiewałem od zawsze w domu, w kościele. Moja historia przypomina trochę historię murzyńskiego chłopaka, który zaczynał w kościele. Ja też zaczynałem w kościele - śpiewałem jako dziecko w chórku kościelnym, potem w zespole , sam też prowadziłem ten zespół. Śpiewaliśmy różne pieśni po angielsku, po włosku, po polsku. Wszystko to w moim rodzinnym Kaliszu.

 

Dlatego twoją twórczość wsadzono do szuflady z napisem „muzyk kościelny"?

 

Takie szufladkowanie jest dziwne i nieprawdziwe. A podział na muzykę kościelną i świecką jest sztuczny, np. o Michale Aniele czy o Bachu nikt nie mówił i nie mówi, że to twórcy kościelni czy chrześcijańscy. To po prostu dobrzy artyści, mimo , że ich twórczość, jak wielu innych, była religijna. Jestem człowiekiem, któremu życie miesza się z pracą i jestem za to wdzięczny Bogu, losowi i ludziom. Nie jestem z tych, którzy robią to tylko dla pieniędzy, ambicji i sławy. To moja pasja, moje szczęście, mój talent, który dostałem i którym chcę się dzielić. Śpiewam o wszystkich elementach człowieka, czyli o ciele, o duszy i o duchu. Nie jestem muzykiem świeckim ani sakralnym-chcę być muzykiem kompletnym.

 

Nie pasujesz do tego świata, bo jesteś wierny swoim wartościom?

 

Gdybym liczył na samego siebie, to uuuuuu...... Ileż mam tego rozumku, jak mawiał Kubuś Puchatek - maljutko- i nikt nie ma więcej. Czasem ludzie są inteligentniejsi, bardziej wyedukowani, wrażliwsi, ale i tak ich rozumek jest maljutki w stosunku do tego, co jest spoza nas. Wiesz, właściwie tak zwani „święci" mówią, że jestem taki „nie święty", bo i tak robię, co chcę i idę w tak zwany świat, a ten świat z kolei mówi, że jestem „święty w tyłek kopnięty", mam „kiełbie we łbie". I właściwie nigdzie nie pasuję, ale ja też nigdzie się nie próbuję się uplasować, to nie jest moja ambicja, ani chęć. Po prostu lubię ludzi dobrych i mądrych, i nie wystarczy mi zdeklarowanie na jakiś temat. Dobre intencje? Raczej dobre owoce. Zawsze bardziej obchodzi mnie Bóg niż człowiek, to, co jest wartościowe i dobre w praktyce, bardziej od tego, co jest tylko fundamentalne. Zawsze miłość, a nie racja. Ludzie lubią poruszać się po powierzchni. Słyszałem, że najliczniejszy kościół na świecie, to taki, w którym są wyznawcy obiegowych opinii i modnych trendów. To jest marne. A ja muszę słuchać Pana Boga i siebie, ponieważ nikt za mnie nie zrobi mojej pracy, a każdy ma inną radę.

 

Walczysz o lepszy świat, oparty na chrześcijańskich wartościach?

 

Powiem tak - jestem chrześcijaninem i ekumenistą. Jestem zdania, że minął czas, kiedy chrześcijaństwo jest podzielone i pilnuje swoich porządków, walczy o doktryny. Jestem zdania, że to nie jest religia, tylko opowieść o tym, jaka jest struktura rzeczywistości. Nie jestem postacią sztandarową jakichś denominacji religijnych ani partii, ani stowarzyszeń.. Idę swoją, trudną drogą. Są w tym piekle świata wskazówki, jak żyć. Gdybyśmy Dekalogu słuchali, byłby Tu - niechybnie - Raj. Dlatego zdecydowałem, że będę o tym śpiewał, zachęcał, że będzie to mój wkład w budowanie lepszego świata. I nie rozumiem, dlaczego to niektórych ludzi drażni i szykanują mnie w mediach. Niczego złego nie robię.

 

Walczysz również o jedność w Kościele.

 

Leży mi to na sercu. Bardzo! Myślę, że naprawdę już minął czas, kiedy chrześcijaństwo skupiało się na podziałach. Cały świat jest przeciwko Bogu, Biblii, w tym jak postępuje, jak żyje, w co wierzy, w kulcie energii i użycia, prawda? Jest neopogaństwo, jest politeizm, jest magia, jest egotyzm. Człowiek nie chce się już niczego bać, no i się nie boi. W tej sytuacji nie ma się o co kłócić. Jaki w tym sens, że prawosławni będą mówili o katolikach, że się odłączyli i są protestantami, a katolicy będą mówili o protestantach, że się odłączyli i są protestantami?! A Żydzi będą mówili, że całe chrześcijaństwo to są protestanci, bo się odłączyli! (śmiech) Co to ma być? Znam ludzi z różnych kościołów, przyjaźnię się z nimi, widzę ich życie i wiem, jak kochają Boga i ludzi. Bycie razem jest możliwe. Pod warunkiem, że naprawdę słuchamy Jezusa.

To nie zawsze jest takie proste.

Patrząc na te wszystkie odmiany chrześcijaństwa, widzę jedno, albo na poważnie traktujemy, że nasze poznanie jest tylko cząstkowe, albo się mądrujemy. Jeśli się mądrujemy, to nie ma miłości przed racją i wtedy to nie jest ta religia. Ta droga jest ciężka, to jest wyzwanie. Dlatego, że żaden wiatr nie wieje mi w plecy, żadna denominacja mnie nie popiera. Bo ja pójdę do każdego księdza, który źle mówi o protestantach i oczywiście „w cztery oczy" powiem mu, że to jest przeciwko prawu miłości. I to samo się zdarzy w zborze - pójdę do pastora i powiem to samo, że nie chcę słyszeć niczego złego o katolikach na kazaniu, bo to jest przeciwko prawu miłości i takie rzeczy w kościele nie mogą mieć miejsca! Robiłem tak wielokrotnie. Różne były reakcje - często, po prostu, posądzano mnie o zadzieranie nosa, czasem o fanaberie artysty, wiesz... Ale zdarzało się, że posłuchali. Jeżeli racja jest przed miłością, to zaczyna się kiepścizna. Tego Jezus nie uczył.

 

To znaczy?

 

Jezus jest taki normalny, taki prosty. Ciekawe czy któryś z wielkich współczesnych chrześcijan, wszystko jedno - protestanckich czy katolickich, ktoś, kto jest na piedestale, poszedłby do nocnego klubu rozmawiać z prostytutkami i złodziejami? Co by na to powiedzieli biskupi, choć może on sam byłby na przykład biskupem? A Jezus to zrobił! I ludzie byli na Niego święcie oburzeni, ludzie o dobrych sercach i takimże życiu. O co chodzi?! Wkradła się jakaś nienormalność. Coś, co karze człowiekowi trwać w hipokryzji, co nie karze patrzeć realnie na drugiego człowieka i na życie. Jakaś formalina. Kto tego uczy? Albo ten straszny podział w chrześcijaństwie, najprościej mówiąc - na prawosławie, na katolicyzm i na protestantyzm. Jasne, że ludzie muszą funkcjonować w doktrynalnych porządkach i to, w co wierzą jest święte, ale dlaczego, na Boga, ci ludzie ze sobą walczą?! Przecież mają tego samego Boga, Boga Abrahama, Boga Izaaka i Boga Jakuba, i tego samego Jezusa, z prawem miłości na sztandarze. To jest takie proste...

 

Wierzysz w cuda?

 

Wierzę. Doświadczałem cudów i widziałem ich parę w swoim życiu. Tak naprawdę każda chwila w życiu jest cudem, tylko trzeba to zobaczyć.

Twoja nowa płyta też nosi taki tytuł, „Zwykł cud".

Każdy z nas jest zwykłym cudem, ponieważ jest bardzo zwykły , potyka się o samego siebie, wymądrza się, jest niedobry dla siebie i dla innych. Ale jest też wyjątkowy, unikalny, bywa mądry, dobry, kocha. Piosenka „O niebo lepiej" jest o wdzięczności za życie, za to, że jesteśmy unikalni. Życie doskwiera, ale ma tyle pięknych chwil. Żeby je zauważyć, zatrzymać i zapamiętać trzeba wiele o tym mówić.

 

Śpiewasz też o naiwnych, kim oni są?

 

Używając słowa „naiwni" miałem na myśli prostolinijnych i prostodusznych. Nie tych, którzy wierzą w byle co i byle komu. To laurka dla tych, których tzw. wielki świat ma za naiwniaków. Ale to oni zdobywają góry nieosiągalne dla cyników i pragmatyków. I doświadczają cudów, bo cuda są dla nich codziennością. Sami są zwykłymi cudami i to im trzeba ufać.

 

Już po raz drugi skomponowałeś muzykę do wiersza księdza Jana Twardowskiego?

 

Na nowej płycie jest to właściwie wers z jego wiersza: „...a jeśli nie wiesz dokąd iść, sama cię droga poprowadzi". Piosenkę nazwałem „sama cię droga", to jedno z najbardziej nadziejnych powiedzeń, jakie udało mi się przez ostatni rok. Dzięki niemu dokończyłem tę płytę. Właśnie dlatego umieściłem ją na końcu, z przymrużeniem oka, fałszując specjalnie, bo jak się nie wie dokąd iść, to się fałszuje (śmiech). To taki bonusik dla tych, którzy się na tym poznają.

 

Odkryłeś też poezję innego duchownego.

 

Nazywa się Andrzej Kiejza, jest kapucynem w Lublinie. Zachwyciła mnie jego prostota i bogactwo. To jest nawet normalniejsze niż Twardowski, bo Twardowski bogactwo wielkie uskutecznia.

Ale już go nie ma.

No jako Jan od biedronki, odleciał już do krainy biedronek i tam biedronkom fajne rzeczy opowiada (śmiech). Nam zostały jego słowa, codziennie się przydają.

 

Twoje największe marzenie?

 

Największym moim marzeniem jest to, żeby się odrzeć z samego siebie, z tych przyzwyczajeń, które zmieniają prawdziwą naturę. Chciałbym znaleźć ten czysty ślad w sobie. Chciałbym być wierny i dobry, żyć normalnie, a na sto procent wiedzieć, czego Bóg ode mnie chce. I być posłusznym.

 

powrót