wywiady i prasa

12.06.2009, MUZYCZNA RADOCHA I DUCH RYWALIZACJI

"...Festiwal w Sopocie wygrałeś w 1989 roku, czyli już jakiś czas temu. Co wspominasz z tej imprezy?  Mam fajne wspomnienia, np. dostałem radziecką wieżę, którą później dałem siostrzeńcowi [śmiech]..."

 

Rozmawiał :Lesław Dutkowski 

1 września 2006

 

MIECZ.SZCZEŚNIAK

Uznawany za jednego z najlepszych wokalistów w Polsce. Na dobre zaistniał w 1985 roku, kiedy wspaniałym wykonaniem piosenki "Przyszli o zmroku" wygrał festiwal w Opolu. Wtedy występował jako Mieczysław Szcześniak. Od niedawna na wydawnictwach pojawia się jako Miecz Szcześniak.

 

Pochodzący z Kalisza artysta śpiewa od dziecka. Posiada wyższe wykształcenie muzyczne i szerokie horyzonty artystyczne, o czym świadczy choćby lista gości na jego płycie "Zwykły cud". Wśród zaproszonych znaleźli się m.in. Liroy, Paulina Przybysz z Sistars, Anna Maria Jopek oraz Mezo. Z tym ostatnim Miecz wystąpi na Sopot Festival 2006. Razem wykonają piosenkę "Wstawaj".

Szcześniak ma już na koncie Bursztynowego Słowika, którego zdobył w 1989 roku (nagrodą uhonorowali go wówczas również dziennikarze). Swoją obecność zaznaczył również na wielu innych festiwalach w kraju i za granicą. Kilka lat temu królował na listach przebojów utworem "Dumka na dwa serca", nagranym z Edytą Górniak na ścieżkę dźwiękową filmu "Ogniem i mieczem". Czy dla tak uznanego artysty udział w konkursie ma jeszcze jakieś znaczenie? Między innymi o tym rozmawialiśmy z Mieczem podczas wywiadu udzielonego przez wykonawcę tuż przed jego wyjazdem do Sopotu.

Masz już za sobą występy na wielu festiwalach. Czy start w sopockim konkursie o nagrody jest dla Ciebie jakimś wyzwaniem? Zwłaszcza że przed laty już wygrałeś ten festiwal?

 

Muzyka to nie sport. Muzykuje się nie po to, żeby zdobywać nagrody - muzyka ma sprawiać radość, wzruszać, dawać upust emocjom i pasji. Myślę sobie, że udział w konkursach to pewien etap dla każdego artysty, czy jest muzykiem, plastykiem czy aktorem. Festiwal powinien być muzyczną radochą dla wykonawców i dla odbiorców. Ale cóż... Takie są ustalenia organizatorów, a publiczność to lubi...

 

Czy przedstawicie na festiwalu inną wersję piosenki "Wstawaj"? Jest jakaś specjalna aranżacja?

 

Zagra mój zespół, orkiestra będzie dogrywała smyki w miejsce tych syntetycznych i zaśpiewa jeszcze z nami chór TGD.

 

Masz w ogóle tremę przed takimi występami?

 

Zawsze mam tremę.

 

Zawsze?! Po tylu latach występowania? Na dodatek jesteś uważany, nie bez racji, za jednego z najlepszych wokalistów w tym kraju.

 

No to tym bardziej [śmiech]. Myślę, że trema to cecha osobowości, a nie kwestia doświadczenia. Lubię ją nawet.

 

Zadam Ci teraz pytanie, które zadaję wszystkim konkursowiczom. Śpiewałeś z wieloma artystami, polskimi i zagranicznymi. W Sopocie jako gwiazdy wystąpią Elton John i Katie Melua. Gdybyś mógł wybrać jednego z tych artystów, aby zaśpiewać z nim w duecie, to kogo być wybrał?

 

Wolałbym z Norah Jones [śmiech].

 

Jej akurat nie będzie. Wybierz z tej dwójki.

 

No, ale ja mam właśnie takie nierealne chcenia [śmiech].

 

Skąd wiesz, że nierealne? Może kiedyś się spełnią. No, ale kogo wybrałbyś z dwójki Elton John - Katie Melua?

 

Gdybym był wielką, światową gwiazdą i miałbym naprawdę szczerze wybierać, bez zadzierania nosa, to nie wybrałbym żadnego artysty z tej dwójki.

 

Czyli żadna z tych stylistyk nie jest Ci bliska?

 

Nie, stylistyka a i owszem - ale od Katie Meluy wolę Norah Jones, a muzyka Eltona Johna nigdy mi się specjalnie nie podobała.

 

Od jakiegoś czasu na rynku jest Twoja nowa płyta "Zwykły cud". Być może dla niektórych jest zaskoczeniem, że zaprosiłeś do współpracy Meza, Liroya czy Paulinę Przybysz. Czym się kierujesz, dobierając współpracowników? Czy to są Twoi ulubieni wokaliści, czy po prostu eksperymentujesz na płycie?

 

Jestem muzykiem. Kolaborowanie z różnymi gatunkami muzycznymi i artystami to dla mnie przygoda, inspiracja. Kluczem doboru zawsze jest muzyka. Podczas pracy nad konkretną piosenką "słyszę" instrumentarium albo głos, który "siedzi" w tej muzyce. Muszę jeszcze mieć dobry kontakt z gościem. To są moje kryteria.

 

Czyli łatwo przyszło Ci nawiązanie kontaktu z Mezo czy Liroyem?

 

Tak. Mezo jest kapitalny. Myśli pozytywnie, jest szczery i nie udaje. Bardzo mi się podoba jego "pozytywka" i lubię to, co pisze. Z Liroyem też mam dobry kontakt. Paulina Przybysz jest wyraźna, zdolna, skromna i ma entuzjazm. A Ania Jopek? Przymierzaliśmy się już parę lat, żeby coś razem nagrać i teraz nadarzyła się dobra okazja.

 

Festiwal w Sopocie wygrałeś w 1989 roku, czyli już jakiś czas temu. Co wspominasz z tej imprezy?

 

Mam fajne wspomnienia, np. dostałem radziecką wieżę, którą później dałem siostrzeńcowi [śmiech]. Strasznego szpanu nią zadawał [śmiech].

 

Dało się słuchać muzyki na tym sprzęcie?

 

Dało się, chociaż były bardzo wyostrzone "góry", jak to w systemie [śmiech]. Zostałem też zaproszony tuż po Sopocie do Kazachstanu, do Ałma Aty, na taki wielki festiwal, na którym słuchało mnie i innych kilkanaście tysięcy ludzi. Występowałem tam jako gość z Zachodu [śmiech]. Oprócz tego w Sopocie fajne było to, że dostałem nagrodę dziennikarzy. No i Bursztynowy Słoik, znaczy Słowik [śmiech]. W końcu to był jeden z najważniejszych festiwali w Polsce.

 

Czyli jednak przywiązujesz wagę do nagród?

 

Każdy lubi, gdy ludziom podoba się to, co robi. To oczywiste.

 

Ale przecież na Twoje koncerty przychodzą ludzie, płyty znajdują nabywców, na półce w domu masz sporo nagród. Ktoś mógłby zapytać: "Po co Szcześniakowi jeszcze jeden konkurs, jeszcze jedna nagroda?". Nie uważasz?

 

Tutaj była prosta sprawa, bo: zaprosiłem Meza na płytę, a on zaprosił mnie na swoją (jeszcze nie wyszła). Powiedział: "Mieczu, nagraj jakiś charyzmatyczny refren". Ja ten refren nagrałem, oni zgłosili piosenkę do Sopotu, dostała się, i oto jesteśmy w konkursie, taka jest kolej rzeczy [śmiech]. To nie były specjalne zakusy na "wyścigi". Wyszło spontanicznie. I tak powinno być, gdy ludzie ze sobą fajnie współpracują. To dobrze, że mogę się pokazać, bo mam kłopoty z mediami.

 

Naprawdę?!

 

No tak. Od wielu lat nie mogę zrobić w TV żadnego koncertu. Poza tym moje piosenki zgłaszane na festiwale, niekoniecznie do konkursu, są regularnie odrzucane. W radiu mnie nie puszczają, nie usłyszysz mnie w ogóle w dużych rozgłośniach. Trochę tak, jakbym nie żył. Tak więc dobrze się składa. Szkoda, że ludzie sami nie mogą wybierać, czy kogoś chcą czy nie chcą w mediach. I nie dotyczy to tylko mnie, ale wielu różnych wykonawców. Media niektórym zamykają drogę do odbiorców.

 

Jak już wspomniałem, jesteś zaliczany do najlepszych wokalistów w tym kraju. Chciałem zapytać, kogo Ty cenisz?

 

Nie wiadomo, dlaczego, bo pochodzę z Kalisza, najbardziej na świecie lubię "czarną" muzykę. Po prostu kocham, wsiąkam i micha mi się śmieje.

 

Czyli funk, soul, gospel...

 

Taaak. I R&B. I jeszcze jazz. "Czarny" jazz to jest coś, a jak słucham bluesa to czuję, że żyję. W Polsce podobają mi się ludzie, którzy mają wyraźnie swoją drogę. Podoba mi się Turnau, Staszek Soyka, Edyta Bartosiewicz, podobają mi się Sistars, no i jeszcze paru innych. Chodzi mi o tych, którzy mają wyraźną drogę artystyczną.

 

Chciałbym teraz wybiec już poza festiwal. Co będziesz porabiał po jego zakończeniu?

 

Zaraz po występie na festiwalu, bo 3 września, mam koncert w Błoniu pod Warszawą. A później jadę do domu, do Krakowa, bo jestem "krakowiakiem" od 1992 roku.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę i życzę powodzenia.

 

Nawzajem. Pozdro dla internautów.

 

powrót