wywiady i prasa

07.11.2011, Portal Jazzsoul.pl 2011

Jest Pan jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów męskich w naszym kraju. Mógłby Pan opowiedzieć jak do tego doszło, jak wyglądała Pana droga edukacji?

 

O tym raczej zdecydował dawca talentów, tego się nie wybiera, się nie kupi i nie wyuczy. Jeden ma  to , drugi tamto – ja dostałem głos , jego barwę , skalę, poczucie rytmu, muzykalność i odrobinę oleju w głowie, żeby to dobrze wykorzystać. Uczyłem się głównie idąc za tym , co mi się podobało, muzyka towarzyszyła mi wszędzie, jak kawałek mnie,. Pracowałem dużo, ale z przyjemnością , która przesłaniała trudy – tak jest zawsze z pasją. Nie było dla mnie czasu i zmęczenia, żeby się rozwijać i próbować, po prostu to robiłem, nie zastanawiałem się czy to się spodoba, czy ktoś to wyda, kupi – robiłem to z entuzjazmem odkrywcy. Studiowałem też na ówczesnym wydziale jazzu i muzyki rozrywkowej w Katowicach, co otworzyło mnie bardzo na muzykę instrumentalną i pracę w zespole. Wsiąkałem w muzykę z każdą wysłuchaną wtedy płytą.

 

Wydał Pan już kilka płyt, z którą było najwięcej pracy?

 

Każda z nich wymagała sporej pracy. Kiedy zacząłem pisać teksty, wiele czasu zabierało mi ułożenie historii, opowiadanie ich  po polsku w synkopowanej muzyce, z bacznością na przekaz, prawdę w emocjach. Staram się zawsze połączyć pieczołowicie trzy sztuki : muzykę, słowo i interpretację, na tym, myślę, polega dobre śpiewanie.  Ale chyba jednak najwięcej trudów związanych jest z moją ostatnią płytą „Signs'' , bo trzeba było dojeżdżać za ocean, porozumiewać się po angielsku, z – na początku – nieznanymi mi ludźmi. To było wyzwanie.

 

Jak wspomina Pan współpracę z Pauliną Przybysz – Pinnawelą?

 

Świetnie. Paulina jest artystką superzdolną oraz fajnym jest człowiekiem, co nie zawsze idzie w parze. Piękna, zdolna i inspirująca. Jestem jej wielbicielem.

 

Wystąpił Pan w 1999 roku na Eurowizji, zmienił coś ten występ w Pana karierze?

 

Tak : już nigdy nie dam się przekonać, żeby śpiewać w miejscach, które nie są przeznaczone dla mnie. Moim zadaniem jest śpiewać w miejscach, gdzie liczy się dobra muzyka i dobre wykonawstwo.

 

Każdy będąc dzieckiem, później nastolatkiem itd. ma swoich mistrzów, muzyków, wokalistów, na których się wzoruję, ćwiczy ich utwory. Było tak w Pana przypadku?

 

Jasne! Najpierw byli to polscy wykonawcy : Łobaszewska, Piotr Szulc, Bem , Zaucha. Potem głównie czarnoskórzy wokaliści : Aretha Franklin, Donny Hathaway, Chaka Khan, Bill Withers, Prince. Słuchałem wszystkiego co produkował Quincy Jones oraz Earth, Wind and Fire i zespół Level42. Fascynowała mnie zawsze Shirley Horn, Carmen McRea, muzyka etniczna, szczególnie afrykańska, eskperymentalna muzyka współczesna i klasyka, np. Debussy.

 

Porozmawiajmy chwilę o nowej płycie, na którą musieliśmy czekać 5 lat. Dlaczego tak długo fani musieli czekać?

 

„...na najlepsze trzeba poczekać i tak...''  ;-)). To jest polsko-amerykański projekt, dzielił nas ocean i własne prace planowane wcześniej, nad płytą pracowaliśmy w międzyczasie , więc i tak szybko powstała. No i mamy już pół następnej.

 

 

Czy płyta jest zróżnicowania stylistycznie? Jaki gatunek muzyczny przeważa?

 

Płyta jest  świadomie różnorodna i bogata w inspiracje stylistyczne. To mój drobny tribute dla tej kultury muzycznej. Nowością jest dla mnie inspiracja amerykańskim folkiem – tego wcześniej nie tykałem i teraz robię to z entuzjazmem odkrywcy. Są akcenty czarne, ale płyta jest głównie biała i gitarowa, oprócz folku , słychać  tam  rhytm&blues, stary rock&roll, soul, gospel, jazz, pop lat 90tych. Wszystko w oldskulowym sosie, organicznie, z dobrym brzmieniem.

 

 

Jakich gości możemy się spodziewać w nagraniach? Znalazł się na płycie jakiś gość specjalny?

 

Na moich płytach  każdy jest gościem specjalnym. Teraz jest ich trochę więcej i w większości ze Stanów , tzn: chór „ Life Choir '' z Los Angeles, Wendy Waldman, która produkowała, grała i zaśpiewała, Rob Hoffman-inżynier dźwięku, wielu świetnych amerykańskich i polskich instrumentalistów i -z Londynu- Basia Trzetrzelewska, która zaśpiewała ze mną w duecie „ Save The Best For Last”.

 

Jak według Pana ewoluuje  dzisiejsza muzyka? W dobrą czy złą stronę?

 

Myślę, że muzyka dzieli się teraz na komercyjną, użytkową  i artystyczną, w każdym z gatunków. Sądzę, że funkcję w kulturze , którą miała kiedyś muzyka, przejęła dziś  obrazkowość, wizualność. Ale na amerykańskim pop  topie  jest równolegle  totalnie komercyjna Lady Gaga i świetny John Meyer, czyli zróżnicowanie. Dobra muzyka nie liczy się tak powszechnie , jak  w przeszłości, demokracja wybiera blichtr.

 

 

Czy jakaś płyta, która została wydana na polskim rynku w ostatnim czasie zapadła Panu szczególnie w pamięci?

 

Jest wreszcie wielu młodych, zdolnych ludzi , którzy tworzą w wielu gatunkach świetne rzeczy. Mam nadzieję, że ten dziwny rynek da im zaistnieć szerzej. Kocham ich pasję i życzę im najpierw wytrwałości, ambicji i spotykania dobrych ludzi.

powrót