wywiady i prasa

03.11.2011, Portal Netfan.pl 2011

Pytania: Kamil Mroziński

 

Na początek pozwól, że zapytam o kwestię, którą zapewne wielokrotnie w przeszłości poruszano w rozmowach z Tobą. Mam tu na myśli swoistą „medialną pustynię” jaka wytworzyła się przez ostatnie lata wokół Twojej osoby. Niegdyś dosyć często w środkach masowego przekazu, dziś nieco na uboczu. Powiedz proszę, to świadomy zabieg? Mniej Mieczysława Szcześniaka w mediach to szansa na odpoczynek dla Ciebie samego, spokojniejszą studyjną pracę?

 

Jakby to ująć...to media „odpoczywają'' ode mnie i paru innych niezłych artystów. Myślałem, że chodzi o zmianę pokoleniową, ale chyba nie tylko...Media  nie  dają publiczności wyboru, pokazują tylko to, co chcą pokazać, narzekając przy tym  na jakość odbiorców – błędne koło.

 Pracuję dużo i nieprzerwanie od dwudziestu przeszło lat, tworzę różne projekty, gram koncerty , mam publiczność, która kupuje płyty - więc  są powody do zadowolenia . Moja pasja udanie zbiegła się z życiem. Choć nagrywam nie tak wiele – robię to z rozmysłem  i niezależnie,  mam swoją opowieść. Tworzenie ostatniej płyty zajęło mi cztery lata.

 

Powodem, dla którego zadałem poprzednie pytanie jest dość duża przerwa w Twojej solowej karierze muzycznej. Ostatnią wydaną przez Ciebie płytą, był album „Zwykły Cud”, który ukazał się w 2006 roku. Dziś oczekujemy na premierę najnowszego krążka Twojego autorstwa, zatytułowanego „Signs” (data premiery: 11 listopada 2011 roku – przyp. red.). Niewątpliwym elementem zaskoczenia dla wielbicieli granej przez Ciebie muzyki, jest nietypowa konwencja w jakiej utrzymano album.
Śpiewasz tu bowiem niemal wyłącznie w języku angielskim. Skąd pomysł by to właśnie anglojęzyczne utwory znalazły się na Twoim nowym krążku?

 

Spotkałem amerykańską artystkę i producentkę Wendy Waldman, postanowiliśmy napisać wspólnie parę piosenek. Poszło nam , jak z płatka, więc pracowaliśmy więcej. Z trzydziestu piosenek wybraliśmy czternaście i zaczęliśmy produkować płytę pt „ Signs ''. Porozumiewaliśmy się po angielsku, płyta powstawała głównie w Los Angeles, nagrywali biali i czarni Amerykanie  , postanowiłem więc zachować autentyczność tego procesu. Języki mają swoją specyfikę; tłumacząc - trzebaby zmieniać opowieści, a pieczołowicie nad nimi pracowaliśmy . Postanowiliśmy zostawić tę pracę w pierwotnej formie – anglojęzycznej. Poza tym Amerykanie planują  zagraniczne wydania, a język rozumiany wszędzie w tym pomaga. Czuję się trochę jak ktoś, kto poszerza terytorium , a jednocześnie jestem zrelaksowany , to fajny stan.

 

Ciekawym zdaje się sam proces powstawania albumu. Piosenki, które pojawią się na płycie nagrywałeś nie tylko w Polsce, ale także poza granicami naszego kraju. Opowiedz, jak przebiegały prace nad materiałem, który niebawem przyjdzie nam usłyszeć?

 

Najpierw tworzyliśmy piosenki, głównie Wendy i ja, ale  niektóre mają trzech a nawet czterech autorów .To dla mnie nowa przygoda - komponować z fajnymi  Amerykanami, obcować z ich luzem podszytym pracowitością. Rzecz działa się w różnych miejscach : w Los Angeles, Chicago, Nashville, w Polsce a Basia Trzetrzelewska ( śpiewamy duet ) nagrywała w Londynie.

 

Wendy Waldman to osoba, z którą kojarzyć należy Twoje najnowsze dzieło.
Ta znana piosenkarka i producentka muzyczna, odpowiada za produkcję albumu „Signs”. Co skłoniło Cię do współpracy z w/w artystką? Czy pomoc ze strony kogoś tak doświadczonego jak Wendy, zmieniła Twoje dotychczasowe spojrzenie na muzykę?

 

Lubię inspirowac się wyraźnymi gatunkami muzycznymi. Dzięki Wendy zainteresowałem się amerykańskim folkiem, wcześniej  przeze mnie nie tkniętym. Wyszły z tego rzeczy dla mnie świeże, uniwersalne, klasycyzujące. Wendy postawiła na głos i obudowanie go akustycznymi, organicznymi aranżacjami, brzmiącymi z rozmysłem oldskulowo. To moja pierwsza zdecydowanie gitarowa płyta, charakterystycznie amerykańska w brzmieniu, kompozycjach . Mój drobny tribut dla tej kultury muzycznej,  jej różnych twarzy.

 

Do pracy nad albumem zaprosiłeś m.in. Life Choir – powstały w latach ’80-tych afroamerykański chór. W przeszłości występujący u boku legendarnej Arethy Franklin czy sławnego Barry’ego White’a, dziś śpiewający Twoje utwory. Jakie to uczucie widzieć tak znanych i cenionych w branży wykonawców, którzy nie tylko dostrzegają to co robisz, ale także świadomie i z pełnym oddaniem stają się częścią Twojej twórczości ?

 

Nadal pracują z wielkimi tego świata .  Śmiałem  się, że wystarczy pilnować marzeń przez jakieś 20 lat, nie zdradzać siebie, robić wszystko z pasją i prawdziwie, wartościować, nie sprzedawac się byle  jak i byle gdzie - i wierzyc w zdarzenia spoza nas. Potwierdziło się kolejny raz , że im większy format, tym ludzie skromniejsi, normalniejsi, oddani , prostolinijni...lubię to i doceniam. Myślę, że to rodzaj nagrody za konsekwencję, wdzięcznym bardzo. Stałem się częścią ich rodziny, to sobie cenię najbardziej, `przyjęli mnie , jak swojego. I myślę, że to przyjaźń na życie.

 

Mówiąc o płycie „Signs”, jej konwencji i kulisach powstawania, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że jest to wyjątkowy i szczególny dla Ciebie samego projekt muzyczny, będący wynikiem fascynacji oraz emocjonalnego zaangażowania jego twórcy.
Czyżby album ten stał się próbą realizacji pewnych muzycznych marzeń, które od zawsze towarzyszyły Twojej solowej karierze?

 

Jedyną polskojęzyczną piosenką zamieszczoną na „Signs” jest utwór „Rzeczy zmieniają się”. Powiedz, czy zgodzisz się z tezą, że z powstanie Twojej najnowszej płyty to swoisty nowy rozdział w twórczości Mietka Szcześniaka? Przemyślana decyzja, wytyczająca nową muzyczną ścieżkę, którą być może warto podążać dalej? W końcu, jak sam przyznajesz w tekście wspomnianego utworu – „chciałem zmian, więc przyszły zmiany…”

 

Tak, „ Rzeczy zmieniają się'' to ukłon w stronę polskiej publiczności. Sam byłem ciekawy , gdzie mnie poniesie po „ Zwykłym cudzie '', no i ...poniosło za ocean, w kierunku fascynacji i marzeń , dotknąłem kraju, ludzi , muzykowania poza znanym mi terytotium – to zmienia , daje przestrzeń , potwiedza wybory, nieraz trudne, uspokaja tę niepewność artystycznych wyborów, uzmysławia , jaki to przywilej cieszyć się akceptacją , przyjaźnią i konkretną pracą ludzi z naprawdę innego świata. Nawet gdyby nic spektakularnego się nie wydarzyło – nigdy już nie będę taki sam, to przygoda życia.

 

Często pytamy o to naszych rozmówców, lecz ich odpowiedzi zdają się bardzo istotne dla pełnego zrozumienia tego co robią, a przede wszystkim zrozumienia ich samych jako artystów, twórców oraz idoli, słuchanych i uwielbianych przez wielu.
Pozwól więc, że i Tobie zadam to dosyć proste na pozór pytanie. Powiedz proszę, czym jest dla Ciebie muzyka? Czy to jedynie praca, której poświęcasz swój czas, energię, czy też jest czymś więcej – formą artystycznego wyrazu, odreagowania trudów codzienności?

 

Muzyka jest, przede wszystkim, niezwykłym prezentem. W tej różnorodności wszechświata, nie musiałaby istnieć, żebyśmy sobie funkcjonowali. A jednak ten niezwykły język duszy i umysłu istnieje i działa , jak żaden inny...Talenty się dostaje, więc jestem za nie wdzięczny i staram się nimi jak najlepiej  posługiwać . Cieszę się , że muzyka to moja pasja, praca, przekaz, sposób wyrażania siebie i ...radość.

 

Na koniec zapytam o Twoje plany na najbliższe miesiące. Czy z uwagi na premierę najnowszego albumu przewidujesz szczególne niespodzianki dla fanów swojej twórczości?

 

Pomysłów na niespodzianki mi nie brakuje, ale nie mamy sponsora i nie wiadomo, czy uda się je zrealizować. W zamysłach : trasa koncertowa z zespołem polsko-amerykańskim i czarnym chórem z Los Angeles, duety z Wendy Waldman i Basią Trzetrzelewską oraz wiele innych. Ale co będzie możliwe – zabaczymy. W każdym razie – dam co mam najlepszego.

 

Dziękuję za rozmowę i życzę wielu przyszłych sukcesów.

powrót