wywiady i prasa

10.12.2011, Portal Tuba.pl 2011

  1. Czy zdaje sobie Pan sprawę, że istnieje „legenda” wśród początkujących adeptów sztuki wokalnej, że jeżeli zaśpiewają utwór „Przyszli o zmroku” – to będą w stanie zaśpiewać już wszystko?

 

Serio ? Coś w tym musi być... kiedy wygrałem tą piosenką „Debiuty” na festiwalu w Opolu, dostałem dobrą lekcję, która wybiła mi z głowy  drogi na skróty i na łatwiznę. Oto nikomu nie znany debiutant śpiewa trudną piosenkę na festiwalu, gdzie ma być lekko, łatwo i przyjemnie, tak mi to przedstawiano , nie spodziewałem się zatem wiele.  No i...bisowałem...Wiem, że jeśli ludzie dostaną coś prawdziwego, z duszy i zaśpiewanego żarliwie – muszą to odebrać, nawet jeśli tylko podświadomie. Przeszła mi ochota na łatwą karierkę i kasę, chciałem trwać w takim uniesieniu...

 

  1. Od dzieciństwa wiedział Pan, że chce śpiewać?

 

Nie zastanawiałem się – śpiewałem . To było ze mną nierozłączne, ludzie mnie tak identyfikowali, funkcjonowałem, jak śpiewak, tylko mały.

 

  1. Na ile zawdzięcza Pan swój talent lekcjom śpiewu na ile własnej intuicji? Czy uważa Pan, że w Polsce szkoły wokalne są na wysokim poziomie?

 

Ze szkołami, szczególnie artystycznymi jest tak, że wiele zależy na jakiego nauczyciela trafimy i co zechcemy sami wypracować, wziąć . Nie można zmusić do takiej pracy- albo pasja jest i pracuje się bez problemów, albo są problemy - wtedy  szkoda na to czasu, tak myślę.

Jeżeli nie ma wewnętrznej konieczności – lepiej robić inne rzeczy.

Talent się dostaje, to nie jest powód do zadzierania nosa. Intuicja jest zwykle w pakiecie, ale pracowitość ani charakter – już nie.  Artystyczne i codzienne wybory to już sprawa wolnej woli i po tym widać, czy działania artysty mają sens, po owocach. Ja wiele pracowałem sam, dawałem się prowadzić intuicji i temu , co mnie zajmowało w muzyce i w życiu.

 

  1. Co wyróżnia artystę od świetnie śpiewającej technicznie osoby?

 

Cieszę się baaardzo, że teraz  tak wielu młodych ludzi śpiewa , i to nieźle. Mają czasem ogromne możliwości techniczne, stosują karkołomne popisy skali głosu, ozdabiania, ekspresji, są pełni życia , piękni i przebojowi. Czasem jednak nie wiem kim jest człowiek, który niby wyśpiewuje duszę, nie wiem o czym chce mi opowiedzieć, bo wszystko schowane  jest za formą, zewnętrzem. Historia muzyki pokazuje, że nie wszyscy muszą wyglądać i podobać się jurorom i krytykom, że trzeba mieć pewność własnej drogi i niezależność, bo każdy nam powie coś innego.Najpewniejszą wskazówką jest to, co naprawdę „ czujemy „. Myślę, że śpiewanie piosenek, to łączenie trzech sztuk : muzykowania, wrażliwości na dobry tekst oraz interpretacji, opowiadania. Kiedy ma się już technikę , trzeba dać miejsce sercu i rozumowi , oraz własnej niepowtarzalnej osobowości, nawet, jeśli wydaje się nam mało atrakcyjna. To mocowanie się z formą i treścią i z sobą – to początek artystycznej drogi, myślę.

 

  1. Czy istnieje w Pana dorobku taka piosenka, której wolałby Pan żeby dzisiaj  nikt nie usłyszał?

 

Nie. Wszystko wybierałem z rozmysłem.

 

  1. Czym różni się Mietek Szcześniak – debiutant od artysty, który wydaje swoją siódmą płytę?

 

Debiutowałem mając 20 lat, ambitnie , bez oglądania się na akceptację i łatwe powodzenie. Czas dał mi pewność , że dobrze wybierałem, choć może za mało było efektów pracy – płyt, rejestracji tv i radiowej, niełatwo zatem prześledzić rozwój. Chodziłem własnymi drogami śpiewając piosenki, jazz, eksperymentalną muzykę współczesną, gospel – wszystko, co mnie naprawdę obchodziło. Z powodu , że nie myślałem  wyrachowaniem i strategią, miałem kłopoty z mediami, które przestały mnie publikować, szczególnie za moje działania gospel. Musiałem wtedy zdecydować, czy muzykowanie to rodzaj mojego powołania, bo tylko wtedy mógłbym pracować pod presją nieakceptacji. Pogadałem z sobą , bogiem i bliskimi – i mam pewność, że to moja droga, bez względu na akceptację i życiowe powodzenie. Cieszę się, że mam ciągle tę radość odkrywania nowych inspiracji, cieszenia się dźwiękami i słowami, wrażliwość i ciekawość odkrywcy , jako muzyk i człowiek. To fascynująca podróż, nie do kupienia za żadne pieniądze- przygoda własnego,  intuicyjnie świadomego  życia. No i zaprowadziło mnie to , niespodziewanie, za ocean, na czasową emigrację językową, stylistyczną, mentalnościową. Przygody ciąg dalszy nazywa się „ Signs „ (Znaki).

 

  1. Do kogo skierowana jest najnowsza płyta?

 

Do każdego, kto szuka dalej niż na powierzchni muzyki, słowa, życia. Zdecydowanie – nie dla Blichtrowców.

 

  1. O czym opowiada?

 

O sile marzeń, o tym , że się spełniają . O odkrywaniu różnic między iluzją a prawdą. O przyjaźni, która jest rodzajem miłości . O przejmowaniu się światem i znakami, które coś ważnego wskazują i dokądś prowadzą. O długiej drodze do swojego i drugiego serca. O szukaniu najlepszej drogi, akceptacji tego, jak jest .  O odkrywaniu samego siebie, i jeszcze kogoś. O niezmiennie świeżej i owocującej nadziei.

 

  1. Jak doszło do realizacji tego spektakularnego, międzynarodowego projektu?

 

Spotkaliśmy się z Wendy Waldman przy okazji akcji „ Poland- why not '', pomysłu na spotkanie polskich i amerykańskich twórców piosenek, w celu wspólnej pracy. Już pierwszego dnia napisaliśmy razem „ Never Be The Same '', duet śpiewaczy też. Potem piosenki posypały się , jak z rękawa. Wendy przyjeżdżała do Polski, ja latałem do niej do  Los Angeles i przez dwa lata piosenek było trzydzieści. Przesialiśmy je i zaczęliśmy nagrywać, aranżować, produkować.Wendy przedstawiła mnie swojej muzycznej rodzinie, ja jej- swoich współpracowników , no i zaczęliśmy na serio pracować nad płytą. Niezależnie i za własne pieniądze.

 

  1. Ile czasu miał pan okazji spędzić w Stanach, Londynie będąc w bezpośrednim kontakcie z muzykami, na ile odbyło się to drogą elektroniczną?

 

W Stanach byłem kilkanaście razy, tam  nagrywaliśmy większość wokali i instrumentów. Miałem sporo czasu na poznanie muzyków, niektóre piosenki pisaliśmy w tercecie , niektóre w pięcioro. Pracowaliśmy z kalifornijskim luzem, podszytym zawsze pracowitością i szukaniem konkretu.  Zgodnie z koncepcją „ amerykańskiego '' brzmienia – zgrania i masteringowanie  zrobiliśmy w Los Angeles , gdzie nagrywaliśmy też czarny chór „ Life Choir ''. Niektóre partie wokalne i instrumenalne realizowaliśmy w Polsce, a głos Basi – w Londynie. Basia jest niesamowita,  jest , jak  wróżka z pięknej, dobrej  bajki, trudno uwierzyć, że naprawdę ktoś tak Dobry i Miły istnieje. Ma taką Pozytywkę, że mogłaby z pół świata tym obdarzyć, a resztę – zarazić ! Dobrze, że ją spotkałem, znowu wierzę w cuda.

 

  1. Co jest mianownikiem brzmieniowym wszystkich kompozycji na płycie?

 

(jeżeli dobrze rozumiem).Pieśni na płycie różnorodne są, chcieliśmy, żeby każda mogła żyć swoim życiem. Jest to też mój drobny tribute dla amerykańskich stylistyk, moich ulubionych. Koncepcja brzmieniowa była prosta : akustycznie , organicznie, z odrobiną dobarwiającej elektroniki. Wszystko w oldskulowym sosie, żeby nie określać ram czasowych przez brzmienie, możliwie uniwersalnie. Daniem głównym jest głos i osobowość. I opowieści.

 

  1. Czy płyta będzie promowana również poza granicami Polski?

 

Amerykanie mają naturalną skłonność do publikowania swojej pracy wszędzie- są więc  takie plany w związku z „ Signs '', tym bardziej, że nie ma bariery językowej. Mam wielką tremę, szczególnie przed polską publicznością , bo to moja pierwsza anglojęzyczna płyta.

A moją ambicją zawsze było podawać dojrzale i prawdziwie sprawy, o których śpiewam. Dużo nad tym pracowałem, odkrywam ciągle niuanse znaczeń w angielskim. Lubię bardzo robić wszystko po polsku ;-))

 

  1. Czy planuje Pan trasę koncertową promującą najnowszy materiał? / Czy pojawią się na niej również zagraniczni goście, którzy wzięli udział w nagraniach

 

Mamy wiele planów, które zależą, niestety, od pieniędzy...Fajnie byłoby zaprosić wszystkich, którzy nagrywali, ale samych biletów samolotowych ze Stanów, musiałoby być ze trzydzieści...etc. Nie mamy jeszcze sponsorów, wiele zależy od nich...Ale koncerty planujemy na przełom stycznia i lutego. A wcześniej – przyjedziemy , gdzie nas zaproszą :-))

 

  1. Czy ma Pan swoje znaki, talizmany, które przynoszą Panu szczęście lub pecha?

 

W każdym spotkanym człowieku i zdarzeniu doszukuję się znaku, który chcę  odkryć i nauczyć się jak najwięcej. Nie mam żadnych talizmanów.

 

  1. Z którym z żyjących, mainstreamowych artystów chciałby Pan nagrać duet wokalny?

 

Większość poumierała...Marzę... o, nawet kompletnie prywatnym, zaśpiewaniu z Aretha Franklin, chciałbym być blisko, kiedy śpiewa , kiedy dzieje się ten cud . Jestem za nią totalnie wdzięczny stwórcy.

 

  1. Jako osoba niezwykle uduchowiona, często podkreślająca swoją religijność… Co uważa Pan na temat wykorzystywania motywów religijnych osadzając je w zupełnie innym kontekście (np. tak jak zrobiła to Madonna wykonując utwór „Live to tell” będąc przywiązaną do krzyża z koroną cierniową na głowie).

 

Niczego nie podkreślam, odpowiadam tylko, jeśli ktoś pyta, że mam ciało i duszę i śpiewam o obu, wydaje mi się to naturalne i prawdziwe. Spiewam o duszy tak,  jak ją pojmuję. Wierzę w to wielkie „Spoza nas'' i ufam, że nic nie dzieje się przypadkiem.

Żadne zabiegi artystyczne mnie nie obrażają, ani szokują – każdy orze, jak może. Szukamy swoich dróg do absolutu i samych siebie różnymi sposobami, a eksperymenty artystyczne – to znaki, dużo mówią o twórcach, jeszcze więcej o odbiorcach...:-) . Zależy, kto czyta...

 

  1. Co najbardziej w dzisiejszej rzeczywistości show-bzinesowej jest dla Pana najtrudniejsze do zaakceptowania?

 

To, że media nie udostępniają odbiorcom wielu rzeczy, które dzieją się w kulturze muzycznej, nie dając możliwości zapoznania się i wyboru. Media , lansując rzeczy poślednie wmawiają twórcom , że tego chcą odbiorcy, a odbiorcom – że nic lepszego nie powstaje, że jest kiepsko...O-błędne koło.

Poza tym , tak jak w innych dziedzinach polskiego życia, rządzi tym łatwy pieniądz i „ załatwianie '', czyli korupcja. Wielu o tym wie, nikt nie udowadnia. Polska składa się głównie z małych miasteczek i wsi, kształtowanie gustów i opinii odbywa się przez totalnie skomercjalizowane media, które uczą , co warto brać pod uwagę...kogo chcą dzisiaj naśladować nastolatki, bo jeszcze parę lat temu chciały być , jak Kayah... ? Cynicznie i bezceremonialnie lansuje się kiepskość i nikt nie zamierza nawet mówić o odpowiedzialności. Misja? W Afryce chyba...

 

  1. Których granic Mieczysław Szcześniak nie przekroczyłby do promocji swoich projektów artystycznych?

 

Granic zdrowego rozsądku , chociaż ...przekraczam właśnie granice naszego kraju i samego siebie. Czuję się trochę , jak ktoś, kto emigruje  pracując...jak wielu Polaków...I wiem, że te Znaki dokądś prowadzą...

powrót