wywiady i prasa

30.01.2012, Reflektor 2012

 

Jestem z tych, co chcą – Wywiad z Mietkiem Szcześniakiem

 

„Chciałem zmian, więc przyszły zmiany. Rzeczy zmieniają się”, śpiewa na nowej płycie Mietek Szcześniak. Czy czasem naprawdę wystarczy otworzyć oczy i oddać się w ręce intuicji, spytałam z okazji wydania najnowszej płyty, siódmej już w dorobku artysty, której tematyka („Signs”) jak żadna inna prowokuje do dysput o życiu, w braku przypadkowości.

 

„Life choir” to nie lada wyzwanie, jak doszło do współpracy artysty rodem z Kalisza i czarnego guru  Gospel?

Przy okazji pracy nad plytą z Wendy Waldman padła propozycja  zagrania koncertu z okazji 10-lecia festiwalu filmów polskich w Hollywood , i to z czarnym chórem . Organizatorzy usłyszeli nasze piosenki, skontaktowali nas z HB Burnum'em – dyrygentem . Spotkaliśmy się na próbie chóru, gdzieśmy sobie do gustu baaardzo przypadli.

 

Fakt o śpiewaniu z nim Arethy Franklin musiał być szokiem...

Ten chór śpiewa z nią czasem , Barnum aranżował  dla niej, występuje  z nią. Nie wiedziałem o tym wcześniej. Opadła mi szczęka, dosłownie.

 

Pierwszy drogowskaz, Wendy?

Stało się tak, że przyjechało do Polski paru autorów piosenek z Ameryki, żeby napisać coś z polskimi wykonawcami i autorami piosenek. Zostałem do tego projektu zaproszony i przypadło mi w udziale pracowanie z Wendy , ponieważ oboje się spóźniliśmy (śmiech) – no chyba to znak . No i tak to się zaczęło. Dobrze spotkać   kogoś,  kto patrzy w tę samą stronę - muzycznie i życiowo. Myślę, to że przyjaźń na życie, co rzadkie, szczególnie w średnim wieku.

 

Wcześniej pojawiały się wskazówki?

Znaków było co najmniej parę. Jakby się  skupić , każdego dnia są jakieś znaki, a jestem z tych,  którzy chcą je zauważać i uczyć się.

Kiedy nagrałem płytę  Zwykły cud , wydawszy ją w 2006 roku, wiedziałem , że   zamknął się pewien  etap. Czarno na białym, Spoza nas , a Zwykły cud  - to było  podsumowanie i sam byłem ciekawy , co się wydarzy. Szukałem znaków, jedną z takich wskazówek było spotkanie  z Wendy. Przyjechała do Polski i zaczęliśmy pracować. Wiele  wskazywało, że czas przekroczyć różne bariery w sobie, barierę pracy w obcym kraju, obcym języku. Czułem się trochę, jakbym miał dzielić los ostatniej fali emigrantów, ale jakbym też miał poszerzyć pole działania , spróbować nowych rzeczy. Niełatwe, ale ekscytujące.

 

Płyta jest anglojęzyczna, prócz jednego utworu, jaki więc był oddźwięk u naszych rodaków?

Mam dobre wiadomości z różnych stron. Obawiałem się , że  po angielsku. Chociaż nie zamierzałem, nie uknułem tego ; pracowaliśmy rzetelnie nad każdą nutą, słowem , opowieścią, interpretacją po angielsku. Postanowiłem te 4 lata pracy zostawić w formie , w jakiej te utworki powstawały.  „Rzeczy zmieniają się” jest ukłonem w kierunku polskojęzycznej publiczności. Nie miałem doświadczenia w śpiewaniu po angielsku i to była jedna z największych barier dla mnie.  Najbardziej lubię wszystko robić po polsku. Ale była to niezwykła przygoda. Postanowiłem zachować ten zapis chwili po angielsku, bo tak ona się zapisywała.

 

 

My, odbiorcy interpretujemy, a czasem i nadinterpretujemy utwory. Wiem, że artyści nigdy nie powinni tłumaczyć się ze swojego dzieła, ale proszę powiedzieć chociaż jaka idea przyświecała w tworzeniu tej płyty...

Chciałem, aby każda z tych piosenek była osobną historią,  inspiracją. Mam taką ambicję, żeby moje piosenki inspirowały do rzeczy ważniejszych od piosenek. Myślę, że tak jest najkrócej  odpowiedzieć. Daję, myślę, dobre znaki. 

Nowa płyta traktuje o znakach... Jak są znaki, to nic nie dzieje przypadkowo...

Nie, nie dzieje się. To znaczy zależy w czyim życiu ; jeżeli ktoś jest na wybranej  drodze, to myślę, że to , co nas spotyka nie jest przypadkowe.

 

A może to tylko, zwykłe szczęście?

Szczęście się zdarza w życiu każdego człowieka, ale ono - że tak powiem - nie ma ciągłości. Myślę, że  trzeba pomagać szczęściu, być uważnym, wiedzieć czego się chce, co się podoba, co smakuje najbardziej i to wszystko odpowiednio przyprawić. Myślę, że dobrze jest słuchać siebie.

 

A może coś więcej... Bóg?

Bóg zawsze był w moim życiu i nigdy nie było inaczej.

 

Jak doświdczyć owych wskazówek?

Dobrze być skupionym na tętniącym i żarzącym się Teraz. Dobrze być uważnym, wrażliwym, subtelnym, ale też wyraźnym i zdecydowanym w decyzjach. Więcej słuchać, przemagać sztampowość w myśleniu i działaniu. I być otwartym, i pracować nad sobą. Ja chcę tak żyć, tak próbuję.

 

 

Z Mietkiem Szcześniakiem rozmawiała Aneta Bulkowska.

powrót