wywiady i prasa

12.06.2009, SZCZEROŚĆ I HARMONIA

"...Kochać dlatego jest czasownikiem, by miłość była nie słowami, a czynami..."


21.05.1999 Nr 117

 

Tele Rzeczpospolita

Zbliżenie: Mieczysław Szcześniak

Rozmawiał : Jacek Cieślak

 

 

 

Kochać dlatego jest czasownikiem, by miłość była nie słowami, a czynami - mówi tegoroczny reprezentant TVP w konkursie Eurowizji.

Urodził się w Kaliszu i wychowywał w domu dziadków.

 

- Dziadkowie mają dla dzieci więcej czasu. Rodzice pracowali, zajmowali się dogasającą młodością - mówi Mieczysław Szcześniak. - To dziadkowie nauczyli mnie pierwszych piosenek. Muzyka była językiem, którym porozumiewali się wszyscy moi bliscy. Jeśli ktoś śpiewał, wyrażał swoją radość albo smutek. Ja również ciągle śpiewałem. Nie wiem, kiedy po raz pierwszy zaśpiewałem z babcią na dwa głosy. Sprawdziłem to do czwartego pokolenia, w mojej rodzinie wszyscy mieli muzyczny słuch.

 

(... Mieczysław Szcześniak ma łatwość śpiewania charakterystyczną dla osób, które śpiewały od zawsze, w tym musiał maczać palce Pan Bóg - mówi Irena Santor. - Jego związki z muzyką są wręcz biologiczne. Ale jest też wielką osobowością, która potrafi tchnąć ducha nawet w słabszą piosenkę, jak to się mówi, zaśpiewać porywająco książkę telefoniczną...)

 

Jako małe dziecko Mieczysław Szcześniak był głodny nauki.

 

- Ucząc się poznawałem świat. Moją wielką pasją stało się czytanie słownika ortograficznego. Zamęczałem rodziców, by mnie odpytywali z ortografii, gdy wracaliśmy zmęczeni z rodzinnych imprez. Miałem też botaniczne pasje. Robiłem roślinom zastrzyki z soku. Siałem, sadziłem, przycinałem. Wyjeżdżałem na wieś. Turlałem się po łąkach, łapałem pasikoniki. To były proste rzeczy, ale ważne doświadczenia.

 

 

Dziadek Mieczysława Szcześniaka był nie tylko zapalonym myśliwym, ale i duszą kaliskiego towarzystwa, które biesiadowało w jego domu.

 

- Gdy skończyłem cztery lata, nieodzownym punktem biesiady, poza dziczyzną i dereniówką, stał się mój występ. Wychodziłem z "profesjonalnym" mikrofonem zrobionym z elektrycznego zapalacza gazu i śpiewałem.

 

Gdy Mieczysław Szcześniak miał 6 lat, dziadek zaprowadził go do przyzakładowego Domu Kultury "Ikar".

 

- Występował tam zespół Ikary. Z Ikarami śpiewałem wszystkie "cudne" piosenki, które były przebojami w radiu i w telewizji w latach 70. - "Poziomki", "Nie zapomnisz nigdy", "Granada" itd.

 

Jako nastolatek Mieczysław Szcześniak zaczął śpiewać w kościelnym chórku.

 

- Kiedy dowiedziałem się, że można podziękować Bogu swoim talentem, zrobiłem z tej rady użytek. Od dziecka nie miałem żadnych problemów z Bogiem. Nie musiałem w niego wierzyć, wiedziałem, że jest. Powiedziała mi o nim babcia. To było naturalne, że zwierzałem się mu z dobrych i złych rzeczy. W kościele miałem swój pierwszy zespół. Instynktownie ustawiałem swój głos, nauczyłem się grać na gitarze i oddychać przeponą. Kiedy zdałem do Akademii Muzycznej w Katowicach, nie musiałem brać lekcji emisji.

 

Oryginalne, jak na młodego człowieka zainteresowania, nie utrudniały życia w środowisku rówieśników.

 

- Chłopaki mieli swoje podwórkowe paczki. Moją paczką były... książki. Z nich uczyłem się życia. Najważniejszą pozostała Biblia. Staram się ją czytać codziennie. Znajduję w niej postaci z krwi i kości, opisy ich życia i wyborów, odpowiedzi na wszystkie ludzkie pytania. Cierpienie też jest potrzebne. Kiedy tylko świeci słońce - może zamienić ziemię w pustynię. Muszą być chmury i deszcz. Zachwyca mnie koniec księgi Hioba: "I umarł Hiob syty dni". Myślałem, że każdy jest głodny życia i zawsze chce je przedłużyć. Teraz wiem, że jeżeli ktoś umiera syty dni, to znaczy, że odchodzi jako człowiek spełniony, że to w ogóle możliwe.

 

Pierwszym zawodowym zespołem Mieczysława Szcześniaka była grupa Funk Factory. Był to początek fascynacji trudniejszymi formami śpiewania - funky, soul.

 

- Chciałem się rozwijać. Miałem takie możliwości - poczucie rytmu, słuch, zmysł harmoniczny. Moją mistrzynią stała się Grażyna Łobaszewska. Od niej nauczyłem się najwięcej. Mimowolnie, bo przecież nie dawała mi lekcji. Uważnie słuchałem, jak śpiewa, jakiej muzyki słucha.

 

Pierwszym krokiem do profesjonalnego debiutu był udział w przeglądzie OMMP we Wrocławiu. Jako jego laureat Mieczysław Szcześniak zakwalifikował się do konkursu debiutów festiwalu opolskiego w 1985 r. Wygrał go piosenką "Przyszli o zmroku" Krzesimira Dębskiego i Jacka Cygana.

 

- Okazuje się, że zatoczyłem koło. Ten sam duet napisał "Dumkę na dwa serca", którą zaśpiewałem niedawno z Edytą Górniak. Widzę ciągłość w moje pracy. Cieszę się, zwłaszcza ze współpracy z Krzesimirem Dębskim. "Przyszli o zmroku" było wokalną wersją jego instrumentalnego przeboju "Cantabile h-moll" formacji String Connection. Wcześniej chodziłem na koncerty zespołu. Nagle okazało się, że moje drugie profesjonalne nagranie miało być zarejestrowane właśnie ze składem String Connection. To było niesamowite.

 

Współpracę z Krzesimirem Dębskim Mieczysław Szcześniak kontynuował śpiewając do filmowej muzyki tego kompozytora m.in. w "Kingsajz" i "Opowieści Harleya".

 

(...Orkiestra w Opolu źle odczytała moją partyturę, ale Mietek, choć był młodym wykonawcą, zachował się dojrzale, wyszedł z tej opresji cało - mówi Krzesimir Dębski. - Kiedy nagrywam z Mietkiem w studiu, chociaż nie śpiewa pełnym głosem, wskaźniki na pulpicie realizatorskim wychylają się w całej szerokości pasma poza skalę podziału. Bywa, że przy innych ani drgną...)

 

- Zanim wystartowałem w opolskim festiwalu, oblałem egzamin na studia wokalne w Katowicach. Pamiętam, jak szedłem w deszczu i było mi wszystko jedno. Nawet to, czy wezmą mnie do wojska. Na szczęście miałem przyjaciół, którzy złożyli za mnie papiery na wydział pedagogiczny na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Gdyby nie oni, nie wiadomo, czy pojechałbym do Opola. Może wcześniej przyszliby po mnie o zmroku...

 

Jeszcze przed opolskim konkursem Mieczysław Szcześniak wziął udział w konkursie Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze.

 

- Nie było w tym żadnego dwój myślenia mimo, że rok wcześniej po trzeciomajowej demonstracji wylądowałem w milicyjnym "dołku". To brało się z klimatu rodzinnego. Mój dziadek, choć pochodził z kresów, stracił tam ziemie i ojca, uważał, że ludziom po wojnie żyje się lepiej. Kresowe korzenie wzmacniały jeszcze bardziej sympatie do rosyjskich piosenek w domu. Uwielbiało je pół Polski, bo było to słowiańskie, a polskiej muzyki ludowej nie szanowano. Trzeba też pamiętać, jak niewielki był rynek krajowej piosenki - Sopot, Opole, Kołobrzeg, Zielona Góra i nic więcej. Teraz jest "Szansa na sukces", itd.

 

Śpiewając po rosyjsku nie brał pod uwagę kwestii, że może w ten sposób kogoś popierać. W rodzinnym Kaliszu wszyscy te piosenki kochali.

 

- Po sukcesie w Opolu długo nie mogłem nagrać płyty. Słyszałem, że moje piosenki są za trudne. Ewidentne były podziały na pop, jazz, rock i piosenkę poetycką. Nie mieściłem się w żadnym z tych nurtów.

 

Propozycję nagrania debiutanckiej płyty "Niby nowy" dostał od małego Studia Malachitowa w 1989 r.

 

- Jestem wdzięczny za to Jurkowi Dobrzyńskiemu i Justynie Holm. Gdyby nie ta oferta, myślę, że do tej pory nie nagrałbym żadnego albumu. Nikt nie był tym zainteresowany. To nie były jeszcze czasy MTV i mody na czarną muzykę na świecie.

 

Jedynym środowiskiem, które rozumiało muzyczne ambicje Mieczysława Szcześniaka, byli jazzmani. I do nich właśnie przylgnął. Grał koncerty z Walk Away, z grupą Sławomira Kulpowicza. Miał swoje trio. Korzystał z życia.

 

- Nigdy nie myślałem o karierze - zawsze o muzyce i muzykowaniu.

 

Wkrótce wrócił do muzyki o korzeniach religijnych.

 

- Koledzy z zespołu New Life M. zaproponowali mi śpiewanie w grupie, która tworzyła konglomerat wielu muzycznych stylów. Od dawna miałem świadomość, że wszystko co mam, dostałem od Boga. Chciałem za to podziękować. Naszym założeniem było, żeby grać dobrze dobrą muzykę ze słowami, które są podziękowaniem. Chcieliśmy się dzielić dobrą nowiną. Słuchacze identyfikują się z tym, co gramy. Wiem, że nasza muzyka pozwoliła im przeżyć trudne chwile, czasami zmienić nawet życie.

 

(...Mietek ma ten dar od Pana Boga, że potrafi podkreślić śpiewem ważne treści - mówi Jacek Cygan. - Jest bardzo prawdziwy, autentyczny. Co rzadko spotykane w naszym zwariowanym świecie, to co śpiewa, realizuje w życiu prywatnym, także poza sceną jest szczery, żyje harmonijnie...)

 

Mieczysław Szcześniak związał się kontraktem z Pomatonem-EMI.

 

- Poza zespołem chciałem robić swoje, śpiewać soul i funky. Najpierw nagrałem kolędy. Kontrakt przewidywał również autorską płytę.

 

Tak powstał album "Czarno na białym". Mieczysław Szcześniak został nagrodzony za tę płytę Fryderykiem w kategorii najlepszy wokalista roku 1998.

 

- Do nagród trzeba mieć dystans, ale to przyjemne, że zostałem nagrodzony przez kolegów z branży.

 

Wcześniej Mieczysław Szcześniak nagrał w duecie z Edytą Górniak "Dumkę na dwa serca" do filmu Jerzego Hoffmana "Ogniem i Mieczem".

 

- Cieszyłem się, że ta piosenka mogła promować tak epokowo-narodowe przedsięwzięcie. Fajnie, że śpiewałem z Edytą. Radość sprawił mi charakter kompozycji. Nie można było dłużej pomijać muzyki naszego słowiańskiego obszaru kulturowego. To była dla mnie kontynuacja piosenek śpiewanych w domu. Śmiem twierdzić, że od kilkunastu lat jest to pierwsza piosenka, która dotyka naszych słowiańskich, lirycznych strun. Przepuszczono mnie nawet przez blokadę rolniczą, kiedy jechałem na koncert.

 

(...Nagrywając z Mietkiem ten utwór wymieniliśmy się umiejętnościami i wrażliwością. Tym bardziej cieszy nas sukces "Dumki na dwa serca" - mówi Edyta Górniak...)

 

29 maja Mieczysław Szcześniak będzie reprezentował Telewizję Polską w konkursie Eurowizji w Jerozolimie.

 

- Konkursy są wpisane w biografie większości artystów. Choć podchodzę do nich z dystansem, miło mi, że będę mógł reprezentować polską piosenkę w Jerozolimie.

 

Artystyczna i życiowa postawa Mieczysława Szcześniaka udowadnia, że można brać udział w skrajnie różnych przedsięwzięciach, religijnych i komercyjnych, nie burząc wewnętrznej harmonii, pozostając sobą.

 

- To wynik moich życiowych wyborów. Należy w każdej sytuacji rzetelnie pracować, żeby mieć na chleb i mieć się czym dzielić z innymi. Nie ma dwóch rzeczywistości. W jednej rzeczywistości mieści się codzienność i mistyka, mały człowiek i wielki Bóg.

 

powrót